Reklama

Reklama

Mamo, przecież "znalezione to nie kradzione"...

Po powrocie z kolonii moja 10-letnia Natalka od razu zaczęła wydzwaniać do przyjaciółek.

Ja zabrałam się za rozpakowywanie bagażu i segregowanie rzeczy do prania.

Reklama

- Skarbie, czyjaś własność się u ciebie zawieruszyła - zawołałam z łazienki.

W ręku trzymałam śliczny kolorowy ręcznik plażowy. Na pewno nie był nasz.

- Śliczny, prawda? - uśmiechnięta córka stanęła w drzwiach łazienki. - Znalazłam go, jak byliśmy na plaży.

- Jak to znalazłaś? - popatrzyłam zdziwiona.

- No, normalnie -  zająknęła się. - Musiałam się wrócić, bo zapomniałam klapek.

Ręcznik leżał na piasku. Rozglądałam się, ale nikogo nie było, więc go wzięłam. Kiedy dopytywałam, czy pytała koleżanki, wzruszyła tylko ramionami:

- Na pewno nie był ich. Wiem, jakie miały.

Natalia tak się nastroszyła, że dalsza rozmowa nie miała sensu. Wyprany ręcznik schowałam do szafy. Nie zamierzałam go używać. Kilka dni później na ręce córki zauważyłam bardzo ładną bransoletkę z koralików.

- Skąd masz? Wymieniłaś się na coś z koleżanką? - uśmiechnęłam się.

- Nie, znalazłam. Też na koloniach - oznajmiła triumfalnie Natalia. - Mam szczęście, prawda?

Kiedy zaczęłam jej tłumaczyć, że tu nie chodzi o szczęście, bo przecież ktoś to zgubił i było mu smutno, córka patrzyła na mnie tak, jakby nie rozumiała, co do niej mówię.

- No to co miałam zrobić? - w oczach miała łzy. - Zostawić te rzeczy?

- Wziąć i iść do wychowawcy. On na pewno poszukałby tego, kto zgubił - zaczynało mi brakować cierpliwości.

Tłumaczyłam jej jeszcze przez dłuższy czas, że nie wolno brać sobie czegoś tylko dlatego, że leży na plaży, ulicy, że wszystko do kogoś należy i rzeczy zgubione trzeba oddawać. I kiedy myślałam, że zrozumiała, spojrzała mi prosto w oczy i przypomniała historię chyba sprzed roku.

- Pamiętasz, jak znalazłaś 20 złotych na przystanku? - wycedziła przez zęby. - Wzięłaś je do ręki, chuchnęłaś na nie i ze śmiechem powiedziałaś: Znalezione, nie kradzione. Ty nie szukałaś tego, kto zgubił. Dlaczego ja mam to robić?

Zrobiło mi się potwornie wstyd. Rzeczywiście tak było, tyle że to całkiem inne sytuacje. Przy tych 20 zł - szukaj wiatru w polu. A ręcznik czy bransoletka mogła należeć do jakiejś jej koleżanki. W tym wypadku trzeba to było zgłosić wychowawcy. Tylko jak to córce wytłumaczyć?

Izabela z Sandomierza

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje