Reklama

Reklama

Mamo, zaraz to zrobię, zaraz

Odkurzyłeś swój pokój? – spytałam mojego 14-letniego Czarka, chociaż dobrze wiedziałam, że nie ruszył odkurzacza, który postawiłam mu na progu.

- Zaraz, mamo, muszę tu dokończyć - powiedział nieuważnie syn.

Reklama

- Masz 10 minut! Chcę schować odkurzacz.

- Tak, zaraz.

Poszłam sprzątać łazienkę i nasłuchiwałam silnika odkurzacza. Nie doczekałam się. Kiedy skończyłam myć wannę i wyszłam, Czarek właśnie wychodził z domu.

- A odkurzanie? - zdążyłam spytać.

- Jak wrócę! - rzucił tylko i już go nie było.

Zajrzałam do kuchni. Syn miał też pozmywać po śniadaniu i tego nie zrobił. Zła odkurzyłam u niego i pozmywałam. A tyle razy obiecywałam sobie, że już nigdy więcej go nie wyręczę! Ale nie jestem w stanie tolerować cuchnących śmieci i naczyń zalegających w zlewie. A Czarek na polecenie zrobienia w domu czegokolwiek odpowiada zawsze "zaraz" albo "jutro". Jak się z nim kłócę, że ma coś zrobić natychmiast, to albo przypomina sobie o pilnym wypracowaniu albo o klasówce, albo właśnie wychodzi i "jak wróci". Właściwie sytuacje, w których udało mi się go zmusić do zrobienia czegokolwiek, mogłabym policzyć na palcach jednej ręki. A i to wszystko zrobił na odwal się i musiałam po nim poprawiać.

- Nie zaglądaj do jego pokoju. Jak zrobi się tam chlew, to sam posprząta - poradziła mi moja siostra. Postanowiłam pójść za jej radą.

Przestałam zaglądać do jego pokoju. Kiedy tam weszłam po kilku tygodniach, okazało się, nie odkurzył w nim ani razu! Na podłodze walały się jego ciuchy, na biurku stały brudne talerze. Śmierdziało jak w sportowej szatni. A synowi to w ogóle nie przeszkadzało. Ile się narobiłam, żeby zebrać ten cały kurz i brud, to tylko ja wiem. Pralka chodziła przez dwa dni, żeby to wszystko wyprać. Nie mogę przecież dopuścić, żeby chodził w cuchnących rzeczach...

Już nie wiem, jak do niego trafić. Żadne tłumaczenia nie działają. Kiedy Czarek był młodszy, pomagał mi trochę, ale gdy dorósł, w ogóle stracił zainteresowanie tym, co się wiąże z domowym życiem. Nie robi zakupów, nie zmywa, nie sprząta, nawet tych nieszczęsnych śmieci "zapomina". Mam tego serdecznie dosyć. Tylko jak go zmusić do wykonywania domowych obowiązków? I do dotrzymywania obietnic, a nie stwierdzania, że "zaraz" albo "jutro", które nie następują nigdy.

Dorota Wasilewska z Chodzieży

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje