Reklama

Reklama

Masz skończyć z wagarami!

​Kilka miesięcy temu moja 12-letnia córka Michalina zaprzyjaźniła się z dziewczynką, która wprowadziła się z rodzicami do naszej kamienicy. Córka była zachwycona nową koleżanką.

- Ola mieszkała w Londynie, dobrze mówi po angielsku, ma fajne ciuchy - szczebiotała.

Reklama

Dziewczynki razem chodziły do szkoły, siedziały w jednej ławce. Razem odrabiały lekcje, bawiły się, chichotały. Ola była bardzo rezolutna, pogodna. Przy niej Michalina nabrała pewności siebie. Cieszyło to mnie i męża. Dotychczas najchętniej siedziała domu, nie miała zbyt wielu koleżanek.

- Dobrze, że ta Olka się tu sprowadziła. Rozkręciła nam dziecko - stwierdził Marek.

- Oby nie za bardzo - śmiałam się.

Niestety, moje słowa okazały się prorocze. Na początku drugiego półrocza zostałam wezwana do szkoły.

- Pani też? - spytałam mamę Oli, którą spotkałam na korytarzu.

- Tak, ale pojęcia nie mam o co chodzi - powiedziała.

- Nie wiem, czy panie wiedzą, że wasze córki mają wiele nieusprawiedliwionych nieobecności.  Dziewczynki wagarują !- usłyszałyśmy od wychowawczyni.

- Co ?! - jęknęłam zdumiona.

- Ostatnio nie było ich trzy dni. Żadna nie przyniosła też usprawiedliwienia. Trudno sobie wyobrazić, że w tym samym czasie chorowały - dodała nauczycielka.

Wracałam do domu z mętlikiem w głowie, zła na Michalinę.

Potem od razu przystąpiłam do wyjaśniania sprawy.

- Michalina, byłam w szkole. Wiem, że chodziłaś na wagary - zaczęłam. Milczała. W końcu córka rozpłakała i przyznała do wagarowania.

- Dlaczego? - spytałam.

Okazało się, że raz nie poszła, bo nie odrobiła lekcji, kolejny raz zrobiła to dla towarzystwa Oli... Kiedyś znów bała się klasówki.

- Michalina, nie tędy droga. To zwykłe tchórzostwo! - nie wytrzymałam.

- Ale nie mów tacie - prosiła. Tego nie mogłam jej obiecać.

Marek bardzo się zdenerwował. Za karę zabronił Michalinie pójść na urodziny kolegi z klasy i zmniejszył kieszonkowe o połowę. Michalina przyjęła to bez skruchy, ze złością. Zaniepokoiła mnie jej reakcja.

Następnego dnia rozmawiałam z mamą Oli.

- Wie pani, ta moja smarkula powiedziała, że trzeba sobie jakoś radzić. I że lepiej pójść na wagary niż dostać dwóję z klasówki - usłyszałam. - A że parę razy była nieprzygotowana, więc się zebrało... Olka za karę nie będzie przez miesiąc chodzić na konie.

Michalina i Ola zostały ukarane, pouczone. Po kilku dniach obie przeprosiły nas i przyrzekły, że nigdy więcej na wagary się nie wybiorą.

Uspokoiłam się. Dwa razy zadzwoniłam do nauczycielki, by sprawdzić, czy wszystko w porządku. Dziewczyny nie opuszczały lekcji.

Minęły dwa tygodnie. Wcześniej wróciłam z pracy do domu i... zastałam w nim córkę i jej przyjaciółkę.

- Nie jesteście na lekcjach? - spytałam.

- Wcześniej się skończyły - bąknęła Michalina.

- W szkole było tak duszno. Michalinie zrobiło się słabo, musiałyśmy wyjść... - zaczęła tłumaczyć Ola. - Dziś było takie piękne słońce, świeże powietrze.

- Olu, proszę iść do domu i wszystko opowiedzieć mamie - nie miałam ochoty dłużej jej słuchać.

To nie był spokojny wieczór w naszym domu. Mąż miał córce do powiedzenia tylko kilka kategorycznych słów:

- Nie będziesz się przyjaźnić z tą dziewczyną, nie będziecie siedzieć razem. I koniec z wagarami! Takie są moje warunki. Inaczej przeniosę cię do innej szkoły.

Michalina się rozpłakała, przyrzekała, że nigdy więcej nas nie zawiedzie. Nie mam pojęcia, co robić. Może gdyby nie Ola, Michalina nie chodziłaby na wagary. Czy zabronić córce kontaktów z nią? Nie wiem. Jak ją "wyleczyć" z tej skłonności do wagarowania?

Ewa K. z Tarnowa

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 16 (w sprzedaży od 17 kwietnia 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Dowiedz się więcej na temat: przyjaźń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje