Mąż zmusza mnie do seksu, a ja boję się odmówić

Gdy poznałam Marka, zakochałam się w nim do szaleństwa. Gdy tylko zaczął wspominać o ślubie, byłam pewna, że za niego wyjdę.

Ale prawie wszyscy mnie przed nim ostrzegali. Rodzice, siostra, przyjaciółka. Marek był ode mnie 8 lat starszy, w dodatku rozwiedziony. Ja miałam wtedy zaledwie 22 lata.

Reklama

Najbliżsi mówili, że ja mam całe życie przed sobą, że poznam jeszcze kogoś odpowiedniego. I że nie powinnam marnować sobie życia, wiążąc się z mężczyzną po przejściach, z bagażem doświadczeń. Ale ja nie słuchałam, byłam młoda i naiwna. Marek mi imponował, bo nie dość, że był przystojny, to jeszcze i obrotny. Pracował w warsztacie samochodowym, podjeżdżał po mnie coraz to nowym autem.

Zawrócił mi w głowie, nie dość, że się zakochałam, to jeszcze zaszłam w ciążę. Ale nawet wtedy rodzice mówili, żebym za Marka nie wychodziła, że lepiej jak będę samotną matką niż jego żoną. Ale ja nie słuchałam.

Pobraliśmy się, urodził się nasz syn Michał, dwa lata później Iga. Niestety, szczęścia u boku męża nie zaznałam. Dzieci to moja jedyna radość. Ślub z Markiem okazał się największym błędem, jaki mogłam popełnić. Nie okazywał mi ani miłości, ani szacunku. Tak naprawdę, dotarło do mnie, że tak było już przed ślubem, ale ja wtedy byłam w niego ślepo wpatrzona.

Mąż, na szczęście, nie bije mnie, ale i tak nie mam przy nim prawie nic do powiedzenia. To tyran i despota, uważa się za pana i władcę. Stale mnie poniża, traktuje jak niewolnicę. Wszystko jest na jego rozkaz, także seks. To chyba dla mnie jest najgorsze upokorzenie, gdy muszę spełniać jego łóżkowe zachcianki.

Mąż stale mi przypomina, że ma do mnie prawo i że jestem jego własnością. A to wszystko dlatego, że ja nigdy nie pracowałam, utrzymywał nas mąż. Owszem, dobrze nam się powodzi, bo mąż już od dawna ma swój własny warsztat samochodowy. Ale ja się z tego nie cieszę, wręcz przeciwnie. Jestem bowiem przekonana, że mąż robi jakieś lewe interesy. Wystarczy popatrzeć, z jakimi ludźmi się zadaje.

Poza tym, nie wierzę, że tylko prowadząc zwykły warsztat, można tyle zarabiać. Ale nie śmiem nawet pytać męża o pracę, bo raz na zawsze zabronił mi wtrącać się w nie swoje sprawy.

Życie u boku Marka to jedno wielkie cierpienie, ale chyba nie mam wyjścia. Już nawet nie śmiem wspominać o tym, że od niego odejdę, wystąpię o rozwód. Mąż już dawno mnie ostrzegł, że i tak mnie odnajdzie, a rozwodu mi nie da. Znam go na tyle dobrze, by wiedzieć, że on nie żartuje.

I co teraz? Wiele razy myślałam o tym, by mimo wszystko odejść od męża, ale boję się. Codziennie płaczę nad swoją głupotą. Bo przez nią zmarnowałam sobie życie, nie posłuchałam rad ludzi mądrzejszych ode mnie. Co robić?   

Milena, 42 lata

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa | rozwód | kłótnia małżeństwa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje