Reklama

Reklama

Mąż zrobił ze mnie niewolnicę

Jestem zrozpaczona i nie wiem, co dalej ze mną będzie. Mój mąż jest muzułmaninem, pochodzi z Tunezji. Mieszkamy w Polsce, mąż od dawna prowadzi tu interesy. Poznałam go, gdy zostałam sekretarką w firmie, z którą on współpracował.

Od początku bardzo mi się podobał. Wysoki, przystojny, elegancki, bardzo kulturalny. Szybko okazało się, że i on jest mną zainteresowany, zagadywał mnie, zapraszał na kawę. Ale ja się wahałam. Prawdę mówiąc, bałam się. Tyle złego słyszałam o muzułmanach, o tym, jaki jest ich stosunek do kobiet, jak bardzo źle je traktują. Co prawda Ahmed wydawał mi się bardzo nowoczesny, bardziej przypominał moich polskich kolegów niż tradycyjnego wyznawcę islamu. Tak też zresztą mówili o nim wszyscy w pracy - że Ahmed się bardzo spolonizował. 
Wyrażali się o nim bardzo pochlebnie, wręcz zachęcali mnie, bym się z nim umówiła. W końcu uległam, było jedno spotkanie, drugie, trzecie... Z każdym dniem utwierdzałam się w przekonaniu, że Ahmed jest wspaniałym mężczyzną. Poza tym, zaczęłam trochę czytać o Tunezji, dowiedziałam się, że to jeden z nielicznych islamskich, bardziej nowoczesnych krajów, a kobiety mają tam o wiele więcej praw.
Gdy więc Ahmed mi się oświadczył, nie wahałam się. Wiedziałam, że zapewni mi szczęśliwe i dostatnie życie. Niestety, bardzo się pomyliłam. Ahmed od razu po ślubie pokazał swoje prawdziwe oblicze i wyraźnie dał mi do zrozumienia, gdzie jest moje miejsce. Na jego żądanie - tak, żądanie, nie prośbę - musiałam zwolnić się z pracy.
Przestałam spotykać się ze znajomymi, przyjaciółmi. Odkąd wyszłam za mąż, nie mam swojego życia. Żyję życiem mojego męża i dla niego - bo tylko to mi wolno. We wszystkim muszę być mu posłuszna. Na początku próbowałam się sprzeciwiać, ale mąż nie wahał się użyć przemocy wobec mnie. Zagroził też, że jeśli kiedykolwiek powiem komuś o tym, co dzieje się u nas w domu, to bardzo tego pożałuję.

I tak, od 15 lat, jestem jego niewolnicą, służącą, kucharką, sprzątaczką, kochanką. Nie wolno mi samej wyjść z domu, co najwyżej do sklepu. Wszędzie wychodzę z mężem. Żyję jak w więzieniu, skazana na dożywocie, bez nadziei na lepszą przyszłość. Kiedyś napomknęłam mężowi o rozwodzie, ale nawet trudno mi pisać o tym, jak mnie wtedy potraktował. Zapowiedział, że nigdy się od niego nie uwolnię, że nawet gdyby doszło do rozwodu, to odnajdzie mnie i nie da mi spokoju. A ja wiem, że on nie żartuje, że jest zdolny do wszystkiego. Boję się męża, ale wiem też, że już dłużej nie dam rady, jestem u kresu wytrzymałości. Czy mam wystąpić o rozwód?  Alicja, 43 lata


Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje