Reklama

Reklama

Mężczyzna twardy jak stal?

Mój mąż, odkąd go poznałam, był takim miłym misiaczkiem. Nigdy nie przeklął, zawsze spokojny. A ja – jego przeciwieństwo.

Od dziecka lubiłam bawić się z chłopakami, jestem energiczna i nie dam sobie w kaszę dmuchać. I tak było w naszym małżeństwie. Większość życiowych decyzji podejmowałam ja, a mąż z nimi się zgadzał. W łóżku... no, przyznam trochę mi przeszkadzał brak jego temperamentu.

Koleżanki mi czasem zazdrościły, że mam takiego zrównoważonego męża. Ale czasem też pytały, czy nie przeszkadza mi taki "fajtłapa"... Po prostu do tego się przyzwyczaiłam. Poza tym na co dzień - praca, dzieci, setki spraw - jakoś się nad tym nie zastanawiałam.

Reklama

Teraz zostaliśmy w domu sami, bo dzieci dorosły, pracują za granicą. Moje koleżanki odkryły w sobie drugą młodość, jeżdżą na wycieczki, tylko ja siedzę w domu ze swoim Waldkiem i oglądamy seriale. "To może pojedziemy na działkę, kochanie"... - mówi co najwyżej.

Niedawno byłam na zjeździe swojej licealnej klasy. Przyjechali prawie wszyscy. W tym Marek, z którym kiedyś chodziłam. Powspominaliśmy stare dzieje, opowiedzieliśmy swoje historie. Okazało się, że jego żona zmarła. A on teraz mieszka we Włoszech. Zaproponował, żebym go odwiedziła. Pokaże mi Rzym i inne atrakcje...

Nawet się do tego zapaliłam, ale jeszcze nie wspomniałam o tym Waldkowi. Nigdy nie był zazdrosny, tylko ja sama trochę się tego boję. Nie chodzi o to, że coś się może wydarzyć między mną a Markiem, ale jakoś tak nie mogę zostawić męża i pojechać, bo do tej pory wszystko robiliśmy razem. A Marek zaprasza tylko mnie...

Pojechać czy nie?

Elżbieta (49 l.)


Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje