Reklama

Reklama

Miłość leczy rany. Czy zawsze?

Połączyło nas wielkie uczucie. Jej owocem był nasz synek. Niestety, zmarł z powodu wady genetycznej, gdy miał cztery latka. Nie mogliśmy się po tym otrząsnąć przez wiele lat...

Mimo to nie przestaliśmy się kochać. Nigdy jednak nie zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Dziś jestem już po 40. i wspólnie podjęliśmy decyzję, że zaadoptujemy dziecko.

Reklama

Uznaliśmy, że jest w nas dużo niespełnionej rodzicielskiej miłości, którą możemy się podzielić.

Ale moja przyjaciółka zasiała w nas ziarno niepokoju. Zna rodzinę, która też zaadoptowała dziecko i wszystko było dobrze, dopóki było ono małe. Gdy było nastolatkiem, zaczęło sprawiać duże problemy i tamci rodzice omal się nie rozstali z tego powodu. Według mojej przyjaciółki to dlatego, że dziecko nie jest ich biologicznym. W takich sytuacjach zwykle się okazuje, że brakuje tej miłości...

Zastanawiam się, czy może mieć rację? Czy jej nie słuchać?

Ania, 44 lata


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje