Reklama

Reklama

Moja córka jest pobłażliwą matką

​W moim rodzinnym domu wychowanie było bardzo konserwatywne.

To była rodzina z tradycjami. dzieci zawsze wiedziały, co należy do ich obowiązków i gdzie jest ich miejsce w szeregu. Nigdy nie było samowoli, a strach przed nieuchronną karą nas paraliżował. Nie przypominam sobie sytuacji, w której ja czy moi trzej starsi bracia coś zmalowaliśmy.  Kiedy wyszłam za mąż i urodziłam córkę - Helenę, wychowywałam ją w ten sam sposób. 

Reklama

Od 3 lat jestem szczęśliwą babcią. Sebastian, mój wnuczek, to szczere srebro. Wszędzie go pełno. Chwila nieuwagi i już coś maluje. A to zrzuci wazon, a to oberwie firankę. A moja córka nic - jakby to było normalne. Bywały jednak takie sytuacje, że   drobiazg wytrącał ją z równowagi. Wtedy krzyczała na Sebastiana jak oszalała, aż mi się wnuczka szkoda robiło. Patrzę na córkę i sądzę, że jest złą matką, że brak jej konsekwencji i wyczucia, bo wychowywanie dzieci, to nie bułka z masłem. Tu trzeba się znać. Próbowałam jej to delikatnie powiedzieć. Wtedy mi odpowiedziała, że rodzina to nie zakon, a Sebastian nie jest mnichem. A w ogóle, że to nie jest moja sprawa. Przecież nie będziemy się kłócić, a może jednak twardo dać jej do zrozumienia, że powinna zmienić styl wychowywania syna?

Zofia (56 l.)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje