Reklama

Reklama

​Moja córka w habicie? O, nie!

Jestem dumna z Klary. Moja 17-latka dobrze się uczy, jest spokojna, miła. Chodzi do liceum prowadzonego przez siostry zakonne, bo kiedy skończyła gimnazjum stwierdziliśmy, że będzie tam wyższy poziom niż w szkole państwowej i nie będzie miała kontaktu z narkotykami.

Martwiłam się trochę jak odnajdzie się w nowej szkole, ale szybko okazało się, że czuje się wspaniale.

Reklama

- Podoba mi się tutaj - stwierdziła Klara na początku pierwszej klasy. - Siostry są takie sympatyczne.

To, że stała się bardziej religijna nie zdziwiło nas. W końcu w szkole ją do tego zachęcano.

W domu nie odwodziliśmy jej od tego, choć nie jesteśmy zaangażowani w życie naszego kościoła.

Byłam spokojna o córkę aż do tego roku. Zaczęła klasę maturalną, ponieważ nie poruszała tematu dalszej nauki, spytałam ją o to:

- Na jakie studia się wybierasz?

Klara popatrzyła na mnie poważnie i odpowiedziała cicho:

- Nie pójdę na studia. Po maturze chcę iść do zakonu. I tam będę uczyć się dalej...

- Co takiego?! - byłam zaskoczona.

- Zostanę zakonnicą - spokojnie powtórzyła.

- Jak to? Dlaczego? - pytałam nieskładnie. - Ależ córeczko... Mamy ciebie tylko jedną, o czym ty mówisz? A twoje życie? Mąż, dzieci?

- Chcę swoje życie poświęci Bogu. Nie będę miała męża i dzieci, ale będę szczęśliwa wypełniając moje powołanie - mówiła z przekonaniem.

- I unieszczęśliwisz nas! - krzyknęłam.

Klara bez słowa pocałowała mnie w policzek i poszła do swojego pokoju.

Zostałam sama z gonitwą myśli. Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. Z niecierpliwością czekałam na powrót męża. Kiedy przyszedł, opowiedziałam mu o rozmowie z córką.

- Nie zgadzam się - powiedział. - Zabronimy jej!

- Ciekawe jak? Przecież niedługo kończy 18 lat! Będzie mogła decydować o sobie i nic nie zrobimy - tłumaczyłam mężowi.

- Trzeba ją namówić na studia. Porozmawiaj z nią, macie taki dobry kontakt - prosił.

No i rozmawiałam. Tłumaczyłam. Prosiłam, żeby dała sobie więcej czasu, bo jest za młoda, żeby podejmować decyzje na całe życie. Córka spokojnie wysłuchała i stwierdziła:

- Mamo, powołanie jest dla mnie najważniejsze...

Jestem załamana, nie tak chciałam, żeby wyglądało życie mojego dziecka.

Nie wiem co robić, żeby córka mnie posłuchała.

 

                                                                                   Weronika G. z Legnicy

 Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 11 (w sprzedaży od czwartku 14 marca 2013 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: 123RF/Picsel osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dowiedz się więcej na temat: zakonnica

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje