Reklama

Reklama

Nadopiekuńczość wobec dorosłych dzieci. Dobrze czy źle?

​W domu mnie nauczono, że dzieciom pomaga się nawet, gdy są już dorosłe i samodzielne..

Takie czasy: o pracę trudno, a wszystko przecież kosztuje. A córka miała po kolei troje dzieci, a wiadomo, jakie duże są potrzeby przy małych dzieciach... Kupowałam im ubrania, dałam pieniądze na wózek. Potem była szkoła i też trzeba było pomagać; wyprawka, ciągle nowe podręczniki. A potem zięć zostawił córkę z dziećmi i odszedł do innej. To już w ogóle nie ma o czym mówić...

Reklama

Żyję sama, mąż zmarł. Jestem na emeryturze, na szczęście omijają mnie na razie kłopoty ze zdrowiem, więc nie mam więc dużych wydatków. 

I pomagam córce. Chociaż ostatnio znalazła faceta, podobno jest dobry, pracuje, ale kto go tam wie... No i to nie mąż tylko narzeczony. Teraz zepsuła się córce pralka. Ręcznie przecież wszystkich nie opierze. Postanowiłam, że wezmę kredyt i jej kupię. A moja sąsiadka puka się w czoło i mówi, żebym nie wariowała. Bo sama zalegam w spółdzielni z funduszem remontowym, a wydaję emeryturę na córkę. Jest dorosła, niech z tym facetem sami o siebie zadbają. Nie wiem, co zrobić? Posłuchać jej czy jednak kupić tę pralkę?

Krystyna (63 l.)



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje