Reklama

Reklama

Narty, tańce, tenis i co jeszcze?

– Mamo! Zapisałem się na obóz szkolny! – mój 13-letni syn Marek wpadł do domu.

- Mamo! Zapisałem się na obóz szkolny! - mój 13-letni syn Marek wpadł do domu.

Reklama

- O czym ty mówisz, jaki obóz?

- W szkole ogłosili, że robią obóz w czasie ferii. I to jaki? Wielofunkcyjny!  Po śniadaniu będziemy jeździć na nartach, a po południu będziemy albo grać w tenisa albo uczyć się  tańczyć. Zajęcia ma prowadzić jakiś tancerz, co występował w telewizji. Mamo, powiedz, że się zgadzasz!

- A ile to ma kosztować? - spytałam ostrożnie, bo nie na wiele mogłam sobie pozwolić.

- To jest okazja! Bo dopłaca do tego jakaś fundacja. 2000 zł za dwa tygodnie.

Westchnęłam i pokręciłam głową.

- Bardzo mi przykro, kochanie, ale ja nie mam tylu pieniędzy...

- Mamo, ale to jedyna taka okazja! - błagał Marek. - Pół klasy się zapisało! A ja od dawna chciałem pojeździć na nartach. I jeszcze ten tenis! To naprawdę okazja, spytaj pani.

- Nie twierdzę, że to nie jest dobra cena. Tylko po prostu tych pieniędzy nie mam.

- Tak?! Ja zawsze jestem ten gorszy. Na wakacje na wieś do ciotki, a zimą w domu. Nigdy nigdzie nie wyjeżdżam, nigdy nie dostaję fajnych prezentów - wyrzucił z siebie rozżalony syn i trzasnął drzwiami.

Zaczęłam od rozmowy z jego wychowawczynią. Okazało się, że rzeczywiście takie obozy kosztują zwykle ponad 1500 zł za tydzień, a tu są dwa. Wstępnie zapisało się prawie pół klasy, ale część już zrezygnowała. Kiedy pani spytała, czy ja też chcę syna wykreślić, powiedziałam, że... jeszcze nie.

I teraz zastanawiam się, co zrobić. Zapożyczyć się po rodzinie i znajomych i zapłacić za ten wyjazd? Bardzo chciałabym sprawić Markowi tę przyjemność. Ale będę to spłacać pewnie przez rok. A jeszcze pieniądze na wypożyczenie sprzętu, soki, pamiątki z wyjazdu.... To wszystko też kosztuje niemało. Na tych 2000 zł się nie skończy... Nie wiem, co robić.

Marzena Drobik z Przysuchej


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje