Reklama

Reklama

Naucz się przegrywać

Już w przedszkolu nie cierpiała, kiedy chwalono inne dzieci. To ona miała być stawiana wszystkim za wzór. To samo dotyczyło lekcji tańca, potem ocen w szkole. Wściekała się także, kiedy młodsza siostra szybciej niż ona posprzątała swoją część pokoju.

Moja 13-letnia Dominika wpadła do domu jak burza i szlochając padła na łóżko.

Reklama

- Coś się stało, kochanie?

- To histeryczka - stwierdziła, stając w progu, moja młodsza córka Asia. - Pewnie znowu ktoś skoczył w dal dwa centymetry dalej niż ona.

- Zamknij się! - wrzasnęła na siostrę Dominika. - Co w tym złego, że chcę być najlepsza?

- Ależ nic, kochanie. Oczywiście, że nic. Przecież jesteś dobra z polskiego...

- Dostałam piątkę z klasówki i... pani powiedziała, że nie mogę jej poprawić!

Długo ją uspokajałam, tłumacząc, że jest świetną uczennicą i w klasie nie ma sobie równej.
I wtedy uświadomiłam sobie, że właściwe odkąd pamiętam Dominika chciała być najlepsza.

Już w przedszkolu nie cierpiała, kiedy chwalono inne dzieci. To ona miała być stawiana wszystkim za wzór. To samo dotyczyło lekcji tańca, potem ocen w szkole. Wściekała się także, kiedy młodsza siostra szybciej niż ona posprzątała swoją część pokoju.

- Ona jest chorobliwa ambitna - powiedziałam do męża.

- Chce być najlepsza i co z tego? W dzisiejszych czasach tylko tacy ludzie mają szanse na sukces!

- Nie zauważyłeś, jak ona cierpi przy każdej porażce? Ona nie potrafi przegrywać! To niedobrze.

- No może... Rzeczywiście, ostatnio, jak z Asią ograliśmy ją w chińczyka, nie odzywała się do nas przez kilka dni.

- To dziwne.

- Ale zobacz, co osiąga dzięki swojej ambicji? Doskonale się uczy. Musiałaś się kiedyś martwić o jej oceny, klasówki, sprawdzać zeszyty?

- Nigdy.

- No właśnie. Ona jest zawsze przygotowana, latem przeczytała wszystkie lektury, żeby móc w szkole zabłysnąć.

- I tu naprawdę przesadziła...

- Nie, to ty przesadzasz. Mnie nigdy nie chciało się tak pilnie pracować. Dlatego nie udało mi się ukończyć studiów. A ona ma szansę. I na pewno ją wykorzysta.

Ta rozmowa nic nie dała. Poza tym, że zaczęłam chyba lepiej rozumieć Dominikę. Mój mąż, a je tata był z niej ogromnie dumny! Czy córka może chcieć czegoś więcej?

Ale mimo postawy męża uważam, że muszę jakoś przekonać córkę, że w przegranej nie ma nic złego. Że czasem dajemy z siebie wszystko, a i tak wygrywa ktoś, kto jest po prostu lepszy lub ma akurat więcej szczęścia od nas. Że takie sytuacje nie mogą jej załamywać tak, jak do tej pory. Tylko niestety kompletnie nie mam pojęcia jak to zrobić. Tłumaczenie nic nie daje. Nie wiem, co robić.

Mirosława S. ze Złotowa


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje