Reklama

Reklama

Nie masz prawa jazdy, nie prowadzisz!

No, no, pani syn to już całkiem dorosły, samochodem się rozbija. Nie boicie się, że coś mu się stanie? – wieczorem zaczepiła mnie sąsiadka.

- Mój syn za kierownicą? - zdziwiłam się. - Pani chyba się pomyliła.

Reklama

- Wzrok mam jeszcze dobry - obruszyła się sąsiadka. - Wiem, co widziałam.

- Bartek! - zawołałam mojego szesnastolatka, gdy tylko weszłam do domu. - Kto ci pozwolił wziąć samochód?! 

- Oj mamo... wcale nie brałem. Znaczy, przejechałem się wczoraj kawałeczek, ale nic się przecież nie stało, kolegę do autobusu podrzuciłem... Tata mnie przecież nauczył, no co...

- Bartek! - krzyknęłam. - To niezgodne z prawem. I niebezpieczne! Jeszcze sobie coś zrobisz. Albo komuś. Będziesz jeździł, jak zrobisz prawo jazdy, a do tego czasu ani mi się waż!

- Ale to przecież jeszcze półtora roku! A co tu jeździ... nic prawie. A tata mnie przecież chwalił.

- Zabraniam, rozumiesz?! - oświadczyłam stanowczo. Zabrałam kluczyki i dokumenty z szafki w przedpokoju, gdzie je zawsze trzymaliśmy.

Kiedy syn poszedł na górę, pomyślałam, że nigdy by mi do głowy nie przyszło, jakim błędem było uczenie go latem na wakacjach kierowania samochodem. Mąż pozwolił mu pokręcić się po wiejskich dróżkach, nauczył zmieniać biegi. Obaj byli dumni z tego, jak szybko Bartek wszystko załapał.

Po powrocie do domu syn napraszał się, żeby mógł jeździć naokoło domu, ale nie zgodziliśmy się. Do głowy nam nie przyszło, że samowolnie weźmie auto, kiedy nas nie będzie w domu.

- Co robić? Jak mu wytłumaczyć? - radziłam się swojego brata. - Schowałam kluczyki, ale boję się, że je znajdzie...

- Dogadaj się z policją - stwierdził brat. - Niech go dzielnicowy nastraszy... 

- Zwariowałeś?

- No przecież nie mówię, że mają go zamknąć, tylko nastraszyć. A co? Wolisz, żeby się rozbił na jakimś drzewie? Dobrze ci radzę! Mało to teraz wypadków z małolatami? 

Nie podoba mi się pomysł brata. Wezwać policję na własne dziecko?! Kto to słyszał. Ale z drugiej strony rzeczywiście bezpieczeństwo Bartka jest dla mnie najważniejsze. Jak mu przemówić do rozumu?

Urszula Giedymska z Kolna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje