Reklama

Reklama

Nie mogę pozbierać się po rozwodzie

​Z Hieronimem byliśmy małżeństwem przez ćwierć wieku.

To wystarczający szmat czasu, żeby najpierw się zakochać, potem przywyknąć, a potem odkochać. tak było właśnie u mnie. Nasz związek nie rozpadł się z dnia na dzień. Kiedy dzieci się usamodzielniły, mąż zaczął oddalać się ode mnie. A może to ja jestem winna? Sama nie wiem. W każdym razie najpierw z domu wyfrunęły dzieci, a potem mąż. Wcześniej dochodziło między nami do ostrych kłótni. O drobiazgi! Z tych małych spraw wybuchały wielkie afery. W końcu już dłużej nie mogliśmy wytrzymać ze sobą. Zdecydowaliśmy się na rozwód. To, jak się okazało, był początek mojej męki. Zerwałam wszelkie znajomości, bo przecież do przyjaciół zawsze chodziliśmy razem. Siedzę w domu jak pokutnica. Nic mnie nie cieszy i na niczym nie mogę skupić swojej uwagi.  Po co żyć, skoro nie ma dla kogo? Znalazłam się na takim życiowym zakręcie, że chyba nie wyjdę z niego na prostą. Doszły mnie słuchy, że podobno Hieronim nie wcale nie cierpi z powodu rozstania...

Reklama

Elżbieta (50 l.)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje