Reklama

Reklama

Nie należy nikogo zmieniać na siłę, ale...

Z dzieciństwa zapamiętałam mamę cichutką, usłużną i uległą. Gdy byłam nastolatką, starałam się nawet mamę buntować. Nie mogłam znieść, jak ojciec nią poniewierał.

Moja mama była niespotykanie spokojnym człowiekiem. Nigdy nie podnosiła głosu, nawet na nas, dzieci. Ojciec był typem despotycznym, całkowicie ją sobie podporządkował. W naszym domu wszystko było na czas: sprzątnięte, ugotowane (i odpowiednio posolone). Z dzieciństwa zapamiętałam mamę cichutką, usłużną i uległą. Gdy byłam nastolatką, starałam się nawet mamę buntować. Nie mogłam znieść, jak ojciec nią poniewierał.


Zostawił nas, gdy miałam 20 lat. Mama bardzo to przeżyła. Razem z siostrą, na zmianę, opiekowałyśmy się nią, zanim doszła do siebie...

Reklama


Minęło kilka lat. Widywałyśmy się rzadziej. W którąś niedzielę zastałam u niej obcego mężczyznę. "To jest mój Tadek", powiedziała. Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam, jak się zachować. Jeszcze bardziej zadziwiło mnie zachowanie mamy. To ona dyrygowała Tadkiem! "Przynieś to, podaj tamto..." Zupełnie jej nie poznawałam!


Poznała go na pielgrzymce. Jest wdowcem, spotykają się od miesiąca. Nie mogłam uwierzyć, że można przejść taką przemianę. Nawet na niego wrzeszczy! Ona tak odreagowuje poprzedni związek. Ale do tego stopnia? Zwyczajnie mi żal tego Tadka. Teraz się zastanawiam, czy dobrze robiłam, buntując ją przed laty. To, jak się zachowuje, jest niezgodne z jej naturą... Mam z nią o tym porozmawiać?


Luiza, 38 lat

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje