Reklama

Reklama

Nie radzę sobie z samotnością

​Mam 65 lat. 6 lat temu zmarł mój mąż. Za jego życia układało się miedzy nami różnie.

Kilkanaście lat przed jego śmiercią byliśmy nawet na granicy rozwodu. Ale w ostatnich latach, kiedy dzieci już się wyprowadziły, zaczęliśmy się dogadywać. Wiadomo, każde z nas miało swoje wady, ale potrafiliśmy je znosić bez większych zgrzytów. Jego śmierć nadeszła nagle, miał zawał. Od tego czasu nie potrafię się pozbierać. Dzieci są już daleko i rzadko mnie odwiedzają, a ja siedzę sama z moimi wspomnieniami i wyrzutami sumienia, że kiedyś, dawniej, mogło być lepiej. Że wcześniej, jeszcze przy dzieciach, nie dotarliśmy się. Synowie pamiętają, że nie zawsze w domu było dobrze i dziś dziwią się mojej rozpaczy, trwającej tak wiele lat. Nadal nie potrafię sobie znaleźć miejsca. Nie ma nawet mowy o kimś, kto miałby pojawić się w moim życiu. A z samotnością radzę sobie, pomimo upływu czasu, coraz gorzej.

Reklama

Elżbieta Sz. 65 l.


Dowiedz się więcej na temat: wdowa | smutna

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje