Reklama

Reklama

Nie ukradłam, tylko pożyczyłam. I żałuję...

Pracuję w sklepie z ubraniami. Poznałam tu Marzenę, ekspedientkę, jak ja.

Do dziś żałuję, że dałam jej się na to wszystko namówić, ale cóż, stało się. Marzena podpuściła mnie przed sylwestrem, żebyśmy "wypożyczyły" sobie ze sklepu jakieś fajne ciuchy na imprezę. Przekonywała mnie, że potem jakoś przyszyjemy metki i ubrania zwrócimy. Zgodziłam się, pewnie, że tak! Nie stać mnie było na sukienkę z cekinów, a w sklepie takie były, do wyboru, do koloru. Tylko że ja na imprezie o coś się zaczepiłam i sukienkę rozdarłam. Byłam załamana, co teraz? Przecież jak szefowa się dowie, to każe mi za tę sukienkę zapłacić. Skąd wezmę prawie 300 zł? Ale Marzena powiedziała, że musimy oszukać szefową - że jakaś klientka zniszczyła sukienkę podczas mierzenia. Szefowa uwierzyła, a mnie kamień spadł z serca.

Reklama

Tylko że mam inny problem. Ja już nic nigdy więcej ze sklepu nie wezmę. A Marzena - przeciwnie. Raz po raz wypożycza coś sobie na dyskotekę. I jeszcze mnie trzyma w szachu - że jak powiem o tym szefowej, to i ona powie prawdę, co się wtedy stało z tamtą sukienką. Coraz bardziej się boję, że będą z tego kłopoty. Dlaczego byłam taka głupia i dałam się namówić na to wszystko? Teraz mam tylko jeden pomysł - żeby przyznać się do wszystkiego szefowej. Bo jak się kiedyś wszystko wyda, to się nie pozbieramy.

Aneta, 35 lat

Chwila dla Ciebie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: sklep | kradzież | kłopoty

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje