Reklama

Reklama

Nie ukradłem, tylko wziąłem

– Znalezione nie kradzione – wzruszył ramionami syn. – Jakby to znalazł kto inny, to by wziął kasę i wywalił.

Ależ bałagan ma ten mój Dawid - z obrzydzeniem zgarnęłam z biurka mego 10-letniego syna pokruszone chipsy

Reklama

Miał posprzątać, ale jak zwykle poleciał do chłopaków mówiąc, że zrobi to później. Część okruchów wpadła do trochę odsuniętej szuflady. Wyjęłam ją, żeby wytrzepać i pod zeszytami znalazłam portfel. Trochę sfatygowany, wyraźnie męski. Zajrzałam do środka. Kilkaset złotych, karta kredytowa i... dowód osobisty Jakiegoś mężczyzny. Aż usiadłam na łóżku syna. Byłam przerażona. Skąd u niego ten portfel? Dlaczego mi nic nie powiedział? 

Trzasnęły drzwi i w progu zobaczyłam Dawida.

- Zapomniałem piłki - powiedział szybko i zatrzymał się w pół kroku, widząc mnie z portfelem w ręku.

- Co to jest? - spytałam.

- To... - zająknął się. - Znalazłem, w parku. Kilka dni temu... Nikogo wokół nie było, więc... zabrałem.

- Dlaczego nic nie powiedziałeś? Przecież w środku są dokumenty, wiadomo, komu oddać. A gdyby nie było, to i tak można oddać na policję!

- Znalezione nie kradzione - wzruszył ramionami syn. - Jakby to znalazł kto inny, to by wziął kasę i wywalił.

- Nie obchodzi nie to, co by zrobił kto inny - obruszyłam się. - Ty powinieneś mi powiedzieć! Rozumiesz? A ja bym z tobą poszła do tego pana i oddała. Czy ty wiesz, że utrata dokumentów to straszny kłopot? Ile czasu i pieniędzy kosztuje? A teraz chodź, ten pan mieszka niedaleko. Pójdziemy tam razem.

- Ale ja... - spłoszył się syn. - Wziąłem z niego 50 zł na kartę do telefonu.

- Jak to?! Jak mogłeś! Przecież to kradzież!

- Nieprawda! 

Tłumaczyłam mu jeszcze przez godzinę, że nie wolno brać sobie czegoś tylko dlatego, że leży na ulicy, że wszystko do kogoś należy i rzeczy zgubione trzeba oddawać, ale on najwyraźniej nic z tego nie rozumie. Kiedy usłyszał, że 50 zł odbiorę mu z kieszonkowego i pójdziemy do tego pana oddać wszystko, rozpłakał się. 

Mam nadzieję, że ze wstydu. Czy powinnam go jakoś ukarać? Czy wystarczy jak pójdzie ze mną i będzie się musiał tłumaczyć przed tym panem? Czy mogę mieć nadzieję, że już nigdy nic takiego nie zrobi?

Marta Rzepkowska z Rawicza

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje