Nie warto być życzliwym?

​Pracuję w dużym sklepie odzieżowym dla panów jako sprzedawczyni.

Moja szefowa nieustannie napomina i mnie, i moje koleżanki, że mamy być uprzedzająco miłe dla klientów, nadskakiwać im i stale się uśmiechać. Ja jednak nie bardzo mogę wykazywać aż tyle życzliwości, bo po pierwsze kojarzy mi się ze służalczością, a poza tym... mam zazdrosnego męża. Dopóki nie pracowałam w tym sklepie, Michał w ogóle nie okazywał zazdrości. Ale gdy pewnego dnia przyszedł do mnie do pracy i zobaczył jak rozmawiam z klientem, który mierzył coś w przebieralni, wpadł w szał. Krzyczał, że nie zgadza się, żebym z rozebranymi facetami konwersowała. Tłumaczenie, że nie stoję przecież z nimi w przebieralni tylko na zewnątrz za kotarą, że to obcy mężczyźni, którym chcę sprzedać ubranie, bo to moja praca, nic nie pomagają. Mąż nie na żarty grozi rozwodem, jeśli nie zmienię swojego zachowania w pracy. On uważa, że jestem zbyt grzeczna, że robię więcej niż do mnie należy. Dla niego życzliwa sprzedawczyni powinna ograniczyć się do wskazania towaru na półce... Po tej awanturze stałam się mniej życzliwa, a to z kolei nie podoba się szefowej... Co robić?

Reklama

Róża (43 l.)

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje