Reklama

Reklama

Nie zaprasza nikogo do siebie, nigdzie nie wychodzi

Może byś gdzieś wyszedł? Nie masz ochoty spotkać się z kolegami, pojeździć na rowerze? – często pytam mojego 14-letniego syna Maćka.

Niepokoi mnie, że po lekcjach zaszywa się w swoim pokoju i najchętniej nosa by z niego nie wytknął. Nie to, co jego starszy, 16-letni brat Michał. On nadrabia to z nawiązką. Ciągle ma jakieś spotkania, wypady do kina, imprezy.

Zastanawiałam się nawet, czy się nas wstydzi, naszego domu, bo nigdy nie zaprasza kolegów. Jednak odrzuciłam tę myśl. Jesteśmy normalną rodziną, a każdy z chłopców ma swój pokój i nie wtrącam się do wystroju. Pilnuję tylko, by w nich sprzątali.

Mąż nie widzi powodu do zmartwienia.

– Powinnaś się cieszyć. Mało się nadenerwujesz za Michała? Ciągle w oknie wystajesz, kiedy go nie ma. Trudno ci dogodzić. Niech młodszy siedzi, jak mu się podoba. Przynajmniej masz go na oku – stwierdził.

Reklama

Wpadłam na pomysł, żeby urządzić mu urodziny.

– Synku, zrobię kanapki, tort. Zaprosisz kogo zechcesz z klasy. Pobawicie się – zachęcałam.

– Nie trzeba – odmówił. O rodzinnej imprezie też nie chciał słyszeć.

– Nie będę robił z siebie pajaca. Może jeszcze każesz mi śpiewać i mówić wierszyki. Zapraszaj ciotki, jak chcesz, ale mnie na pewno nie będzie – ostrzegł.

Zadzwoniłam do mamy i opowiedziałam jej o moich problemach z synem.

– Maciek nie chce przyjęcia urodzinowego ani dla rodziny, ani dla kolegów – poskarżyłam się.

– Nie martw się, przesadzasz. Jeden potrzebuje towarzystwa, drugi nie. Każdy jest inny. No, cóż ty też czasem zamykałaś się w domu – tłumaczyła mi mama.

Owszem, ja odcinałam się od koleżanek, gdy któraś mnie obraziła, dokuczyła. W samotności przeżywałam sytuację. Ale to trwało najdłużej dwa, trzy dni. Potem znów chętnie spotykałam się z przyjaciółkami. Na wszelki wypadek wybrałam się porozmawiać z wychowawczynią.

– Nie zauważyłam niczego niepokojącego. Maciek radzi sobie z nauką. Nie jest specjalnie wyrywny do odpowiedzi, ale nie jest też nieśmiały, ani wycofany. Nie zauważyłam, żeby ktoś mu dokuczał – powiedziała.

A potem spojrzała na mnie z uwagą i dodała:

– A czy państwo wiecie, czym interesuje się syn? Co lubi? Może mąż wybrałby się z nim na jakiś mecz, porozmawiał o grach komputerowych? Może pojechalibyście we czwórkę na jakiś rodzinny, ciekawy wypad...

To dobry pomysł, ale co będzie, jak Maciek powie: "nie"?. Jeszcze szukam innych pomysłów, bo nie chcę by syn wyrósł na samotnika. I prawdę mówiąc, chętnie poznałabym bliżej jego znajomych.

Wanda Pacyna z Giżycka

***Zobacz także***

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje