Reklama

Reklama

Nie znacie go? Nie osądzajcie!

Nasz 15-letni syn ma wyjątkową łatwość zawierania znajomości. Do tej pory bardzo mnie to cieszyło. Teraz zaczęłam się niepokoić.

- Łukasz w domu? - mąż wpadł do domu jak burza.

Reklama

- Nie, u Kuby. Uczy się do jutrzejszego sprawdzianu - odpowiedziałam.

- No właśnie, znowu u Kuby. On jest specjalistą nie tyle od fizyki, co raczej od chemii. Może nie tylko sprzedaje podejrzane substancje, ale i produkuje - wybuchnął mąż.

- Co masz na myśli?

- Dzisiaj wracałem z pracy z Markiem. Okazało się, że Marek mieszka w tym samym bloku co Kuba. Wszyscy sąsiedzi mówią, że on dużo wagaruje i... handluje narkotykami! Rodzice są zajęci pracą i nie interesują się synem. Zresztą ojciec w Polsce zjawia się rzadko. Przecież my właściwie nie wiemy nawet, gdzie Łukasz poznał tego Kubę - zakończył mąż.

Rzeczywiście, nasz 15-letni syn ma wyjątkową łatwość zawierania znajomości. Do tej pory bardzo mnie to cieszyło. Teraz zaczęłam się niepokoić.

- Synu, czy ty nie za dużo czasu spędzasz z Kubą? Przecież to nie jest twój kolega z klasy. Co wy razem robicie? Czy ty wiesz, czym on się zajmuje? - zasypałam Łukasza pytaniami, kiedy pojawił się w domu.

- Mamo, skąd to nagłe zainteresowanie? Znam Kubę od ponad trzech miesięcy. Przychodzi czasem do naszej klasy, zna kilku chłopaków od nas. Coś im załatwia albo ma z nimi do pogadania. Bardzo go lubię, jest z nim wesoło i zna się na wszystkim, jest świetnym kumplem - zachwycał się syn.

- A czy ty wiesz, że ten twój wspaniały kumpel to pospolity handlarz narkotykami? -włączył się do rozmowy mąż.

- Co ty, tato, to nieprawda! Raz kuzyn go poprosił o znalezienie kupca na prochy i od razu rozniosło się, że to Kuba handluje. A on nie ma z tym procederem nic wspólnego i żałuje, że zgodził się pomóc kuzynowi - wyjaśnił Łukasz.

- Nie jestem tego taka pewna. W każdym razie zabraniamy ci widywania się z Kubą. Zrozumiałeś?

Prawdę mówiąc, sama nie wierzyłam, aby ten zakaz był respektowany przez Łukasza. I rzeczywiście, syn nadal widuje się z Kubą popołudniami, a na pewno i w szkole podczas przerw. Zagroziłam nawet, że takim zachowaniem zmusi nas do przeniesienia go do innej szkoły. Wykrzyczał wtedy: - Ucieknę z domu i już nigdy mnie nie zobaczycie!

Widzę, że ta znajomość ma zły wpływ na Łukasza. Zakazy niczego nie załatwią. Co mamy robić, aby nie stracić syna?

Ewa Wasilewska z Katowic

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje