Reklama

Reklama

Nienawidzę tego skurczybyka, nienawidzę!

​Nienawidzę tego skurczybyka, nienawidzę! - usłyszałam dochodzący z przedpokoju głuchy łomot, jakby ktoś przywalił pięścią w ścianę.

- Marcin?! - wypadłam z pokoju.

Reklama

Syn popatrzył na mnie spode łba. W oczach błyszczały mu łzy, ale zrobił ponurą minę i burknął:

- Myślałem, że cię jeszcze nie ma.

- Marcin, co się stało?

- Nic! - powiedział dobitnie i zamknął się w swoim pokoju.

Westchnęłam. Nie jest łatwo być mamą siedemnastolatka. Uważa się za mężczyznę, a tak naprawdę to ciągle dzieciak...

Przez blisko dwa tygodnie nie wiedziałam, o co chodzi. Marcin albo milczał, albo warczał na wszystkich. Stał się opryskliwy nawet w stosunku do mnie. Byłam coraz bardziej przerażona.

- To są oznaki zażywania narkotyków  - postraszyła mnie koleżanka. - Lepiej zrób mu testy!

- Matko jedyna, co ty mówisz? - załamałam się. Po powrocie do domu poszłam do pokoju Marcina zdecydowana mu wszystko wygarnąć. Siedział przy komputerze. Myślałam, że coś czyta albo w coś gra, ale nie. Gapił się na zdjęcia. Rozpoznałam na nich Anitę, dziewczynę, z którą się spotykał od dłuższego czasu, a teraz ostatnio... jakoś nie.

- Synku - zaczęłam niepewnie. - Możesz się ze mną podzielić wszystkim. Jeśli masz kłopoty... - kontynuowałam. - Jeżeli zacząłeś brać narkotyki, są sposoby, pomogę ci...

- Narkotyki? - w jego spojrzeniu było tyle zdumienia, że odetchnęłam z ulgą. - Nie bądź śmieszna... Są gorsze rzeczy.

Zatkało mnie. Gorsze rzeczy? Co może być gorszego od narkotyków?

- Anita mnie rzuciła - powiedział ponuro. - Obściskuje się teraz z tym zdrajcą, Adrianem - w głosie syna słyszałam pogardę i niechęć. - Rzygać mi się chce jak na nich patrzę.

- Przykro mi - wyszeptałam. Chciałam go przytulić, ale cofnął się. No tak. Nie pozwoli się tulić jak dzieciak. - Zobaczysz, jeszcze nie raz się zakochasz - zaczęłam go pocieszać.

Popatrzył na mnie zimno i burknął:

- Wiesz co? Lepiej byś nic nie mówiła.

Zrezygnowana zostawiłam go samego. Postanowiłam poczekać. Czas leczy nie takie rany. Choć teraz Marcinowi się wydaje, że spotkała go tragedia. Niestety, szybko okazało się, że czekać nie można. Odebrałam bowiem telefon ze szkoły.

- Pani syn od ponad dwóch tygodni nie pojawia się w szkole - powiedziała wychowawczyni. - Myślałam, że jest chory, ale jego koledzy mówią, że to jakaś afera miłosna. Szkoła się nie wtrąca w takie rzeczy, ale jeśli pani nie wpłynie na syna, będzie miał problemy z przejściem do następnej klasy...

Obiecałam, że postaram się coś zrobić. Ale nie wiem co. Mam wrażenie, że syn kompletnie stracił chęć do życia. Powiedziałam mu o telefonie ze szkoły.

- I co z tego? - odparł. - Jakie to ma znaczenie?

- Synku, całe życie przed tobą! Musisz chodzić do szkoły, musisz się uczyć.

Wzruszył ramionami:

- Nie mogę na nich patrzeć.

I co na to odpowiedzieć? Przecież Anita i Adrian chodzą z nim do tej samej klasy. Wiem, że za jakiś czas mu przejdzie. Ale nie mogę przecież na to czekać bezczynnie. Jakoś muszę go zmusić do powrotu do szkoły. Prośby ani groźby nie skutkują. Przy tym wszystkim widzę, jak się sam ze sobą męczy i jest mi go po prostu szkoda. Jak do niego trafić?

Dorota A. z Głogowa

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 18 (w sprzedaży od 30 kwietnia 2014 r.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje