Reklama

Reklama

Obiecałeś, więc dotrzymaj słowa

Coś się musiało stać. Wracajmy do domu – prosiłam męża. – Kacper miał być ponad godzinę temu.

Byliśmy na urodzinach mojej siostry. Ja z mężem przyjechaliśmy razem, bo wcześniej musieliśmy coś załatwić. Umawialiśmy się z 14-letnim synem, że spotkamy się na miejscu. Ale Kacper się nie zjawił. Telefonu też nie odbierał.

Reklama

Nawet tortu nie zjedliśmy, zdenerwowani pojechaliśmy do domu.

Mąż otworzył drzwi i od razu usłyszeliśmy, że syn jest w mieszkaniu. Cały i zdrowy. Ziewając, stanął w przedpokoju.

- Co na obiad? - spytał jak gdyby nigdy nic. 

Aż mnie zamurowało. 

- Tym razem przesadziłeś! - warknęłam na niego. - Jak mogłeś?! 

- Ale co? - wyraźnie się zdziwił.

- Jak to co? Przecież urodziny cioci! Obiecałeś kupić kwiaty i przyjść, a ty co?

- Bo ja... zapomniałem. Może lepiej do niej zadzwonię?

- A zadzwoń! Przeproś i jutro  leć z kwiatami!

Kacper zawsze był niesłowny. Obiecywał, że posprząta, nie robił tego. Że wyniesie śmieci i potykałam się o worek przy drzwiach. Że będzie o 20.00, nigdy nie był na czas. Uchodziło mu to na sucho, bo zawsze jakoś z uśmiechem się usprawiedliwił, wykręcił. Teraz syn nie dotrzymuje słowa w poważnych sprawach.  Umówił się z mężem na zakupy sportowych ubrań, jemu samemu przecież na tym zależało, ale nie przyszedł. Telefonu nie odbierał. Kiedy wściekły mąż wrócił do domu, okazało się, że synuś poszedł gdzieś z kumplami.

- Kacper, trzeba dotrzymywać słowa, nie może być tak, że nigdy nie można na ciebie liczyć. Gdzie ty masz głowę, że wciąż o wszystkim zapominasz? Czy po prostu lekceważysz nasze prośby?

- Nie, no coś ty, mamo - westchnął. - Tak mi po prostu wciąż coś... umyka.

Od tej rozmowy, kolejnej zresztą, minęło kilka dni. W postępowaniu syna nie widzę żadnej zmiany. Miał pomóc ojcu przy samochodzie, nie pomógł, bo jakiś film oglądał.

Ja już sama nie wiem, czy on naprawdę tak o niczym nie pamięta, czy po prostu tak mu wygodnie? I jak go przekonać, że  najwyższy czas dorosnąć i brać odpowiedzialność za swoje słowa. Bo teraz wygląda na to, że nie liczy się z nikim...

Marta z Będzina

***Zobacz także***

***#POMAGAMINTERIA
Pięć rodzin, pięć dni i piętnaście wymagających treningów. Obóz Muay Thai, którego pierwsza edycja odbyła się w zeszłym roku, jest szansą dla młodzieży w spektrum autyzmu na poznanie smaku zdrowej rywalizacji, wygranej, a czasem także porażki. Jak mówią organizatorzy: "To, że nasi podopieczni nie utrzymują kontaktu wzrokowego z rozmówcą, nie znaczy, że nie mają nic do powiedzenia. Sport uczy nas szacunku do siebie i każdego rywala. Jeśli tego nie zrozumiesz, oddalasz się od mety". Organizacja tegorocznej edycji wciąż stoi pod znakiem zapytania, jednak dzięki ludziom dobrej woli szanse na wyjazd z każdym dniem rosną. I ty możesz pomóc! Sprawdź szczegóły!  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje