Reklama

Reklama

Od rana do nocy siedzi w słuchawkach

Filip! – zawołałam mojego 12-latka. Miałam ręce po łokcie umazane mąką, a dzwonił telefon stacjonarny. – Odbierz! To pewno babcia! – krzyknęłam głośniej.

Syn nie zareagował. Zanim umyłam i wytarłam ręce, aparat oczywiście przestał dzwonić. Wykręciłam numer mamy.

Reklama

- Dzwoniłaś? - spytałam.

- Tak, Potrzebuję leków, dostałam ten kod od lekarza.

- Dobrze, podaj mi go - zanotowałam, co podyktowała. - Robię drożdżowe, jutro ci podrzucę. Razem z lekami.

Mama podziękowała i rozłączyła się. Zła zajrzałam do pokoju syna.

- Filip, prosiłam, żebyś nie siedział w domu w tych słuchawkach bez przerwy! - powiedziałam, a on oczywiście ani drgnął. Bo nie usłyszał. Podeszłam i popukałam go w plecy.

- Co? - odwrócił się.

- Nie "co" tylko "słucham".

Przewrócił oczami.

- Miałeś nie siedzieć w tych słuchawkach ciągle w domu. Babcia dzwoniła, chciałam, żebyś odebrał, bo ja gniotę ciasto.

- Nie słyszałem.

- Wiem, przez te słuchawki.

- Nie mogę słuchać muzyki przez głośniki, bo się wam nie podoba - odparł wzruszając ramionami.

Rzeczywiście, kiedy puszczał ten łomot przez głośniki, nie mogłam wytrzymać.

- A musisz jej słuchać bez przerwy? - spytałam.

Znów wzruszenie ramion.

- Pomaga mi w nauce - mruknął. - To ja wracam do czytania angielskiego - powiedział, pokazując mi książkę.

Wyszłam. Nie wiedziałam, czy naprawdę się uczył, czy tylko udawał. Usiadłam przy stolnicy i zapatrzyłam się w okno. Syn dostał słuchawki z wbudowanym odtwarzaczem MP3 od mojego brata pod choinkę. Marzył o nich i od razu je założył. Natychmiast kazałam mu je zdjąć, bo przecież wieczerza, rodzina. Zrobił to niechętnie i od następnego dnia praktycznie nie przestał się z nimi rozstawać. Cały dzień w nich chodził, uczył się, nawet kąpał, jadł. Okazało się, że także podczas snu ich nie zdejmował!

- Czy on od tego nie ogłuchnie? - zaniepokojona spytałam brata.

- No coś ty. One mają ograniczenie głośności.

- Chociaż to! Ale to strasznie denerwujące, że nie ma z Filipem żadnego kontaktu. Czego bym nie mówiła, on nie słyszy! Muszę specjalnie do niego iść i go klepnąć, żeby móc do niego mówić!

- Daj spokój, to taki okres, nacieszy się słuchawkami i przystopuje.

Ponieważ nie zauważyłam, żeby z czasem coś się poprawiało, zażądałam, żeby w domu zdejmował słuchawki podczas posiłków. Strasznie się boczył i jęczał. Ale chociaż to osiągnęłam. Tyle że nic więcej. Poza posiłkami Filip tkwi we własnym świecie, do którego nie mam dostępu. Czy mu to nie zaszkodzi? Jak sprawić, żeby brał większy udział w życiu rodzinnym? Może po prostu mu je zabrać?

Sylwia z Łęczycy

***Zobacz także***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje