Reklama

Reklama

Odeszłam z pracy i zostałam na lodzie

Przez wiele lat pracowałam w ośrodku pomocy społecznej.

Szczerze mówiąc, nigdy nie lubiłam tego zajęcia, tego użerania się z ludźmi, wiecznych pretensji. Zazdrościłam koleżankom, gdy opowiadały mi, że lubią swoją pracę. Tak jak moja bliska znajoma, Marta, która niedawno otworzyła własny sklepik.

Reklama

Uradowana opowiadała mi, że dobrze się jej wiedzie, że wreszcie jest na swoim. Ta myśl, że też mogłabym mieć coś swojego, nie dawała mi spokoju. Nie miałam tylko pomysłu, czym mogłabym się zająć. Ale w końcu wymyśliłam - że otworzę pierogarnię. Przecież od dawna wszyscy mnie wychwalali, że robię takie pyszne pierogi. Dlaczego nie zacząć na nich zarabiać? Poza tym, na jedzenie, zwłaszcza smaczne, domowe, zawsze znajdą się chętni. Powiedziałam więc mężowi, że zwolnię się z pracy i otworzę mały barek. Mąż, gdy to usłyszał, powiedział tylko, że oszalałam. Nie przejęłam się tym.

Miał rację, to szaleństwo zamienić pewną, stałą posadę na niepewny własny biznes. Ale czasem w życiu tak właśnie trzeba - zaszaleć i postawić wszystko na jedną kartę. Zwolniłam się więc z pracy i po długich staraniach otworzyłam wymarzoną pierogarnię. Tak się cieszyłam! Niestety, szczęście mi nie dopisało. Nie mam klientów, interes nie idzie zbyt dobrze, mąż jest wściekły. Znajomi radzą, żebym się nie przejmowała, że trzeba czasu, by interes się rozkręcił. Ale ja myślę tylko o tym, żeby zamknąć lokal. Czy powinnam to zrobić?

 

Ela, 36 lat

 


   


Chwila dla Ciebie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: praca | zmiana | decyzja | sklep

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje