Reklama

Reklama

Odkąd złamał nogę, jest wredny i marudny

​- Mamo, zjadłbym naleśnika - usłyszałam wołanie swojego jedenastoletniego syna.

- Jutro zrobię, dziś nie mam czasu - powiedziałam. - Sprzątam łazienkę.

Reklama

- A babcia?

- Babcia się położyła, bo źle się czuje. Wytrzymasz do jutra.

- Do jutra? Ale ja teraz mam smak, a nie jutro - westchnął Dawid.

- Nudzi ci się, co? Poczytałbyś może?

Tylko wzruszył ramionami. Było mi go szkoda. Zaraz na początku wakacji przewrócił się na rowerze i złamał nogę. Wiadomo, szpital, gips. I zmiana wszystkich planów. Miał jechać na obóz, bardzo się na niego cieszył, ale musieliśmy z niego zrezygnować. Od początku wakacji siedzi w domu i... nudzi się jak mops. Przez pierwszych kilka dni coś tam sam czytał, trochę my mu czytaliśmy. Potem oglądał filmy, w końcu cieszył się, że może grać na komputerze bez ograniczeń. Ale to, że porusza się z trudnością, o kulach sprawiło, że stał się marudny i niegrzeczny. Wciąż domaga się uwagi albo dla odmiany chce, żeby dać mu spokój. Wymyśla pracochłonne potrawy, wszystko go denerwuje.

Mąż codziennie po pracy spędza z nim czas, razem grają na komputerze, w szachy, ale i to szybko się synowi nudzi. Wścieka się jak przegra, zachowuje jak małe dziecko.

- Za miesiąc będziesz ganiał z chłopakami jak wcześniej - przekonuje go mąż, żeby jakoś Dawida pocieszyć.

Moja mama przyjechała do nas, żeby zająć się wnukiem, kiedy my z mężem jesteśmy w pracy. Przez tydzień dogadzała wnukowi, codziennie piekła ciasto, zrobiła pierogi, kluski leniwe, zrazy zawijane. To wszystko było dla niej tak wyczerpujące, że poprosiłam ją, żeby nie pozwoliła się wnukowi tak wykorzystywać. Jedno ciasto w tygodniu i ulubione trudne danie raz na jakiś czas w zupełności wystarczą.

- Babcia nie daje rady, nie możesz codziennie wymyślać nie wiadomo czego do jedzenia.

- Jasne, nic nie mogę - wrzasnął zirytowany. - Posiedziałabyś tak jak ja, to byś zobaczyła, jak to fajnie. Nawet z nikim pogadać nie mogę, bo wszyscy wyjechali...

- Wiedziałam, że nie ma na myśli nas do pogadania, a jego koledzy rzeczywiście w większości wyjechali, a reszta całe dnie spędzała na nad rzeką, bo upał wśród bloków był straszny...

Szkoda mi Dawida, ale uważam, że nie może się zachowywać jak rozkapryszone dziecko, wszyscy w domu mamy tego dosyć. Jednak powtarzanie mu, że czasem trzeba się przystosować i wytrzymać, a jak tylko zdejmą mu gips, to pojedzie z tatą na kemping nad jezioro, nic nie daje. No i jak mu zająć czas, żeby nie umierał z nudów, bo to pewnie dlatego jest taki marudny...

Anita Wawrzyn z Uniejowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje