Reklama

Reklama

Odłóż komórkę, nie możesz na niej tyle grać!

​– Jasiek, wiele razy cię prosiłam, abyś odłożył ten telefon – mówiłam do mojego 9-letniego syna.

– Zaraz – odpowiadał zniecierpliwiony, wpatrując się w komórkę. Takie rozmowy przeprowadzaliśmy kilka razy dziennie. A miało być inaczej. Syn dostał telefon na komunię. Był bardzo szczęśliwy i miło było patrzeć na jego roześmianą buzię. Ja też byłam zachwycona tym prezentem. Cieszyłam się, że będę miała kontakt z Jaśkiem. Będę mogła zadzwonić do niego, gdy np. zbyt długo będzie siedział u kolegi. Piętnastoletni kuzyn zainstalował mu gry i od tego czasu mały cały czas siedzi z nosem w telefonie i gra. Złoszczę się, bo o co go nie poproszę, to muszę czekać aż skończy grę.

Reklama

– Bądź cierpliwa, telefon to nowa zabawka, cieszy się nią. Później wszystko się ułoży – uspokajał mnie mąż. Miesiące mijały, a telefon jakby był do jego ręki przyklejony.

– Porozmawiaj z nim, tak dłużej być nie może – prosiłam męża. Ten wprowadził limit czasu przeznaczonego na granie na komórce. Długo jednak ta umowa nie trwała. Gdy syn musiał odłożyć telefon, zaczynały się płacze, chodził smutny. Później siadał obok ojca, obejmował go za szyję i się przymilał.

– Tatuśku, proszę, tylko pół godziny i odłożę go. Proszę, proszę – szeptał ojcu do ucha.

– Dobrze, ale za pół godziny sam go odłożysz – odpowiadał mąż niby ostrym tonem. Ponieważ każdy z nas był zajęty swoimi sprawami, to nie zauważyliśmy, jak z pół godziny robiła się godzina. Trzeba było przypominać synowi, co obiecał, a taka sytuacja powtarzała się często.

Pewnego dnia wrócił do domu spóźniony (wraca sam, bo szkoła jest za rogiem) i bardzo z siebie zadowolony.

– Jestem najlepszy! – powiedział z dumą. Zapytałam zaciekawiona, w czym jest tak dobry. Myślałam, że w matematyce, bo mąż dzień wcześniej pomagał mu odrobić lekcje.

– No jak to w czym? – spytał zdziwiony. – W tej grze, co gram. Lepszy jestem nawet od Stasia.

– Gracie w szkole? – zdziwiłam się.

– Na przerwie i po lekcjach – odburknął. Był zły. Myślał, że będę z niego dumna. Pomyślałam, że muszę coś z tym zrobić. Nie może dziecko bawić się w ten sposób i w domu, i w szkole. Postanowiłam skasować wszystkie gry w telefonie Jaśka. Kazałam mu oddać telefon. Nie chciał. Chował go za siebie,uciekał przede mną po całym mieszkaniu. W końcu go złapałam i po prostu wyrwałam mu komórkę. Wtedy się rozpłakał.

–  Jesteś wstrętna, nie kocham cię! – krzyczał. Byłam przerażona jego zachowaniem. Poprosiłam, aby się uspokoił i... obiecałam, że dam mu komórkę na godzinę. Wiem, że ulegając histerii syna nie rozwiązuję problemu. Jednak nie chcę doprowadzać do takiej rozpaczy dziecka, ale też nie chcę, aby cały jego świat ograniczał się do gry w telefonie. Jednak nie wiem, co robić.


Izabela Drewnik z Pucka

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy