Reklama

Reklama

Ona we wszystko mocno się angażuje

Sama już nie wiem, jak rozmawiać z Emilką - powiedziałam do męża, gdy nasz niedzielny obiad skończył się awanturą.

Córka oznajmiła bowiem, że nie tknie więcej mięsa, bo nie wolno zabijać zwierząt, a jak ktoś - oczywiście miała na myśli nas, rodziców - tak robi, jest złym człowiekiem. Szurnęła talerzem, a kotlet ostentacyjnie wyrzuciła do kosza. Marek, mój mąż, się wściekł, ale Emilka niezrażona dalej wykrzykiwała swoje świeżo nabyte mądrości na temat obrony praw zwierząt.

Reklama

- Smarkuli w głowie się przewróciło - warknął Marek,  gdy córka w końcu wybiegła z pokoju z płaczem. - Ma 15 lat, a myśli, że wszystkie rozumy pozjadała i tylko ona ma rację, No i oczywiście, że wszyscy dorośli są głupi i nic nie rozumieją.

 - Niedawno wyleciała za to z lekcji - prychnął Kamil, nasz syn. - Zaczęła się awanturować z wychowawczynią i nazwała ją bezduszną pańcią - zachichotał. - Mój kumpel z jej klasy mi opowiadał - dodał.

 - No to ładnie! - Marek był wzburzony. - Tylko nam tego brakowało, żeby nasza córka zachowywała się po chamsku!

 Postanowiliśmy z nią porozmawiać, wytłumaczyć, że zaangażowanie w szczytne idee jest dobre, ale czasem warto ugryźć się język, że kultura osobista jest tak samo ważna jak prawa zwierząt. Ale nie udało nam się...

 - Wcale nie żałuję tego, co powiedziałam pani - krzyknęła Emilka. - Ludzie są nieczuli, kotlet jest dla nich ważniejszy niż ból i krzywda zwierząt - perorowała.

 - Ależ Emilko, spokojnie ... - próbowałam łagodzić. - To ładnie, że masz takie dobre serce, że kochasz zwierzęta, ale nie przesadzaj. Nie możesz z tego powodu nienawidzić ludzi i ze wszystkimi się kłócić...

 - Inaczej się nie da, bo nic się nie zmieni!- upierała się córka. - I o prawa kobiet też będę walczyć, bo nami tu pomiatają, a ja się na to nie zgadzam! - dodała.

 Najwyraźniej moje argumenty do niej nie trafiły. Potwierdzeniem tego były wydarzenia następnego dnia... Wysłałam córkę do pobliskiego sklepu po drobne zakupy, a gdy po prawie pół godzinie nie wróciła, zaniepokojona poszłam sprawdzić, gdzie się podziewa. Już pod drzwiami sklepu usłyszałam kilka podniesionych głosów, a najgłośniejszy z nich należał do Emilki...

 - Pewnie żonę też pan bije! Myśli pan, że mną może gardzić, bo jestem kobietą, tak?! - wrzeszczała córka do jakiegoś mężczyzny. 

 Podbiegłam błyskawicznie do córki i stanęłam między nią a tym panem.

 - Co tu się dzieje? - krzyknęłam.

 - Ten facet mnie popychał, a jak zaprotestowałam, nazwał gówniarą, stary dziad wstrętny. Widać, że nie szanuje kobiet! - wściekała się Emilka.

 - A to smarkula pyskata! Przez kolano by ją przełożyć i parę pasów na goły tyłek wlać - sapał mężczyzna.

 Wzięłam córkę za rękę i szybko wyprowadziłam ze sklepu.

- Czyś ty oszalała?! O mało się nie pobiłaś z tym panem!

 - Nienawidzę takich facetów! - Emilka aż się gotowała.

 - Ale to nie znaczy, że możesz się awanturować! To nie jest metoda prezentowania swoich poglądów - tłumaczyłam.

 Jestem bardzo zaniepokojona. Co się dzieje z Emilką? Rozumiem ideały, ale czy ona musi tak się wściekać? Jeszcze ktoś kiedyś naprawdę jej zrobi krzywdę. Na samą myśl o tym robi mi się zimno. Jak jej to wytłumaczyć?

Ilona Zagórska z Lubartowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje