Reklama

Reklama

Opowiada bzdury i krzywdzi innych

– Jak mogłaś mi coś takiego zrobić? Nienawidzę cię! – usłyszałam gorzkie słowa pod adresem mojej 14-letniej córki.

Wypowiadała je, przynajmniej tak myślałam, najlepsza przyjaciółka Magda. Jedyna zresztą jaką miała. Wyjrzałam z kuchni. Ale Magdy już nie było. W przedpokoju stała moja Weronika. Nie zauważyłam, żeby była zmartwiona. Wręcz przeciwnie. 

Reklama

- Co się stało? - zapytałam. 

- Nic - wzruszyła tylko ramionami. - Robi z igły widły. Powiedziałam Natalii, że Magda zamierza odbić jej chłopaka i będzie ją oczerniać. No i to do niej dotarło. 

- To prawda? - aż nie mogłam uwierzyć w te rewelacje. 

- No, ja tak zrozumiałam, jak mówiła, że ten chłopak jej się podoba - wystarczył mi jej szyderczy uśmiech, żeby domyślić się, że takie słowa nie padły. Nie dopytywałam więcej. Bardzo żal było mi Magdy. 

To nie pierwszy raz, gdy Weronika napuszcza na siebie ludzi. W zeszłym roku przed pandemią w klasie naopowiadała jednym na drugich takich głupot, że jak się to wydało wiele osób zerwało z nią znajomość. A moja córka nic sobie z tego nie robi, jak widać. Wręcz przeciwnie. Te intrygi przeniosła na rodzinny grunt.

Bardzo cieszyłam się na przyjazd rodziny. Tak dawno się nie widzieliśmy. A ta smarkula, moja córka, doprowadziła do tego, że prawie wszyscy się na siebie poobrażali! Weronika skłóciła ze sobą wszystkie kuzynki! Córce mojego brata, powiedziała, że starsza córka mojej siostry stwierdziła, że jest gruba. Swojej młodszej siostrze powiedziała w sekrecie, że ktoś tam wyśmiała jej sukienkę i fryzurę. Zamiast miłej atmosfery wszyscy patrzyli na siebie bykiem. A co ta smarkata powiedziała, jak spytałam ją, dlaczego to zrobiła? 

- Przynajmniej coś się działo! 

- Dziewczyno, to obrzydliwe, co robisz! - palnęłam jej kazanie. Tłumaczyłam, że nie wolno tak postępować. Że po pierwsze kłamie, co samo w sobie jest złem, a po drugie tym, co mówi, wyrządza krzywdę wielu osobom. I tak nie wolno. Niestety, szybko przekonałam się, że spłynęło po niej to wszystko jak woda po kaczce. 

Wczoraj zadzwoniła do mnie teściowa: 

- Magda - powiedziała nieco obrażonym tonem - mogłabyś powiedzieć wprost, że nie lubisz pasztetu. Po co ja się tak narobiłam? 

- Ja? - zdziwiłam się. - Przecież lubię. 

- Tak tylko mówisz, a potem dziecku się żalisz, że musisz jeść... - Kto ci to powiedział?. Oczywiście, okazało się, że Weronika! 

Wyjaśniłam sprawę z teściową, ale boję się, co jeszcze moja córka wymyśli, żeby mieć rozrywkę. Jak jej przetłumaczyć, że to, co robi jest paskudne? Dlaczego w ogóle nie myśli o innych? Dlaczego nie myśli też o tym, że nikt jej nie będzie wierzył, no i nikt jej nie będzie lubił. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje