Reklama

Reklama

Pomogę, ale nie za darmo

Kilka razy syn odliczył sobie drobne kwoty z pieniędzy, które mu zostały po zrobieniu zakupów. – To za posprzątanie pokoju, wyniesienie śmieci, wytrzepanie dywanu – wyjaśniał, a ja machałam na to ręką. I pewnie tak by to trwało, ale Bartek zaczął żądać coraz więcej i dosłownie za wszystko.

Bartek, kiedy będziesz wychodził do kina, to wynieś po drodze śmieci - poprosiłam 12-letniego syna.

Reklama

- Pięć zeta za tę usługę - wyciągnął rękę Bartek. Uśmiechnęłam się, bo Bartek zawsze był skory do żartów. Jednak po godzinie, Bartek ponownie upomniał się o pieniądze.

- Zapłata po wykonaniu pracy - powiedziałam, choć nie miałam zamiaru mu płacić. Jednak po chwili zapaliła mi się czerwona lampka. Przypomniało mi się, jak już kilka razy syn odliczył sobie drobne kwoty z pieniędzy, które mu zostały po zrobieniu zakupów.

- To za posprzątanie pokoju, wyniesienie śmieci, wytrzepanie dywanu - wyjaśniał, a ja machałam na to ręką. I pewnie tak by to trwało, ale Bartek zaczął żądać coraz więcej i dosłownie za wszystko. Czasem mu dawałam, czasem go zbywałam.

W ostatnią niedzielę, na obiedzie, była u nas moja mama. Zapakowałam jej prowiant na kilka dni, bo nie zawsze czuje się na siłach, aby coś sobie ugotować. Bartek odprowadził ją na przystanek.

- Mamo, babcia nie miała przy sobie pieniędzy. Należy mi się 20 zł - usłyszałam od syna, kiedy wrócił.

- A co babci kupiłeś?- zapytałam, sięgając po portfel.

- Niczego nie kupowałem. Zaniosłem tę ciężką torbę i straciłem czas, bo autobus spóźnił się 12 minut - odpowiedział Bartek takim tonem, jakby to było najbardziej oczywiste.

- Co takiego? - osłupiałam.

- A co ma być? Babcia zawsze płaci mi za takie różne prace. A coś ty myślała, że za darmo jeżdżę do niej z jedzeniem, robię zakupy, a nawet czasami odkurzam? - oburzył się Bartek.

- Mam nadzieję, że to żart - nie mogłam uwierzyć.

- Żaden żart, wszyscy dostają kasę od starych za takie różne prace domowe. Antek nawet umieścił swój cennik na lodówce. A Jasiek to dopiero ma dobrze, bierze całą stówkę za umycie auta - wyjaśniał syn.

- Nie ma mowy, w naszej rodzinie tak nie będzie. Jak ci nie wstyd? Też pomagałam babci i nigdy nie wzięłam od niej za to nawet złotówki!

- To nie moja wina, że byłaś frajerką. Teraz są inne czasy. Trzeba zadbać o swoje interesy - podsumował Bartosz.

Jak mu wytłumaczyć, że tak nie można i nie wypada? Jak dotrzeć do niego, aby zrozumiał, że powinien coś dawać rodzinie od siebie i pomagać w domu?

Ewelina Knapik z Włodawy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje