Reklama

Reklama

Posprzątaj po kolegach

​Mój 15-letni syn Bartek do niedawna był cichy i spokojny.

Najchętniej siedział przy komputerze. Nauka dobrze mu szła, więc mu pozwalaliśmy. Mąż pracuje w sklepie meblowym, ja w okienku na poczcie. Bartek wiele godzin po szkole spędzał sam. Wszystko było w porządku. Do czasu...

Reklama

- Dziś wpadnie do mnie kilku kolegów z klasy - zapowiedział dwa miesiące temu.

- Dobrze - zgodziłam się.

Ucieszyłam się, że nie będzie sam. Kiedy wróciłam z pracy, w domu nikogo nie było. W pokoju syna leżały porozrzucane puszki po napojach, opakowania po chipsach, niedopałki na talerzyku. Unosił się zapach dymu z papierosów. Zdenerwowałam się.

- Co to za bałagan i smród z papierosów? -  zapytałam go, gdy wrócił.

-  Wpadł starszy brat kolegi. Pali, bo już ma 18 lat - tłumaczył Bartek.

- Nie życzę sobie takiego bałaganu i palenia w naszym domu - powiedziałam stanowczo. - A teraz posprzątaj. Pozbieraj śmieci i wywietrz pokój.

Za dwa dni sytuacja się powtórzyła, a Bartek nie był już taki pokorny, jak poprzednio.


- A co? Mam siedzieć sam? - odpowiedział hardo.

- Może nie sam, ale na pewno nie z bałaganiarzami i palaczami  - powiedziałam spokojnie.

- To mój pokój i będzie przychodził, kto chce - prawie wykrzyczał.

Tego było za wiele. Poprosiłam męża, żeby z nim porozmawiał.

- Ma być porządek, żadnego palenia. Nie posłuchasz, popamiętasz - powiedział mąż i uznał sprawę za zakończoną.

Przez kilka dni było w miarę czysto. Ale z kolei zaczepiła mnie sąsiadka z pretensją, że po południu często gra u nas "dudniąca" muzyka, a z balkonu zrzucane są niedopałki papierosów. Tego było za wiele. Bartek za naszymi plecami robi w domu imprezy? Postanowiłam, że to sprawdzę. Koleżanka mnie zastąpiła i mogłam wpaść na chwilę do domu. Był pusty. Ani Bartka, ani bałaganu...

- Nietrafiony strzał - pomyślałam rozczarowana.

Już wychodziłam, gdy pojawił się syn z kolegami. Grzecznie się przywitali. Chwilę z nimi porozmawiałam. Uprzedziłam, że w naszym domu się nie pali. Oczywiście usłyszałam, że oni nie palą. Potem dodałam, że nie powinni też bałaganić i hałasować, i pobiegłam do pracy.

Kiedy wróciłam, Bartek siedział z obrażoną miną. Poskarżył się ojcu, że "narobiłam mu obciachu", ale nie znalazł w nim sojusznika. Bartek postępowania nie zmienił. Kiedy ja i mąż jesteśmy w pracy, w on robi balangi. Dobrze wie, że pracując, nie mamy szansy go kontrolować. W ogóle nie przejmuje się naszymi zakazami. Jak skończyć z tymi "domówkami"?

Milena K. ze Zgorzelca
Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz  się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 26 (w sprzedaży od czwartku 27 czerwca br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Dowiedz się więcej na temat: matka | rodzina | problem | dziecko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje