Reklama

Reklama

Powiedziane w gniewie – to się nie liczy?

Do dziś nie mogę dojść do siebie po tej awanturze. Mąż nigdy mnie tak nie zranił. Ale zaczęłam się nad tym zastanawiać. Może on mówił prawdę?

Jesteśmy małżeństwem od 13 lat. Mamy dwoje dzieci, oboje pracujemy, nie możemy narzekać. Jakoś udało się nam uniknąć większych kryzysów. Niektórzy nawet uważają nas za wzór życia w zgodnym związku...

Reklama

Niedawno robiłam pranie. Postanowiłam przy tej okazji uprać ulubioną kurtkę męża. Rzadko się z nią rozstaje. Tak to z mężczyznami bywa, jak coś nałożą, trudno ich namówić na zmianę. Zawsze sprawdzam kieszenie, bo zdarza się, że znajduję, podobnie jak u dzieci, jakąś monetę, banknot lub chusteczki... Tym razem znalazłam złożoną kartkę. To była... recepta od ginekologa, wypisana na nazwisko kobiety. Skojarzyłam, że tak nazywa się jego koleżanka z pracy. Wydawało mi się, że to jakieś tabletki antykoncepcyjne. Ścierpła mi skóra. Ja takich nie używam... "O Boże! To niemożliwe!" - starałam się odpędzić myśl, która mi przyszła do głowy. Nie miałam żadnych sygnałów, że coś ich może łączyć... Zanim mąż wrócił z pracy, przeżyłam huśtawkę nastrojów. Próbowałam to logicznie wytłumaczyć, ale nie potrafiłam.

Wieczorem nie wytrzymałam. Powiedziałam o znalezisku. Wpadł we wściekłość. Najpierw krzyczał, dlaczego przeszukuję jego kieszenie. Potem, że to nie moja sprawa. "Zdradzasz mnie!" - sama darłam się jak opętana... Potem się trochę uspokoił i powiedział, że ta koleżanka z pracy ma już troje dzieci i nie chce więcej. Jej mąż chce mieć kolejne. Poprosiła mojego męża, żeby ten poprosił znajomego ginekologa o wypisanie jej recepty na pigułki.
Nie uwierzyłam w tę historyjkę, bo przecież on nie ma znajomego lekarza-ginekologa! Wtedy się zaczęło...

Co ja sobie myślę, i że on wie, jak balowałam na wyjeździe integracyjnym z mojej pracy. A  co ja sobie wyobrażam, mam rozstępy, nie dbam o siebie i jestem paskudna, brzydka jak noc...

Do dziś nie mogę dojść do siebie po tej awanturze. Mąż nigdy mnie tak nie zranił. Ale zaczęłam się nad tym zastanawiać. Może on mówił prawdę? Tylko dlaczego był taki ordynarny?

Próbował mnie przeprosić. Nie odezwałam się. Co zrobić? Oboje byliśmy wkurzeni, ale pewne słowa chyba nigdy nie powinny paść...

Elżbieta, 41 lat


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje