Reklama

Reklama

Poznałam męża w Egipcie

„Nie jestem ryzykantką, ale czułam, że warto szybko podjąć tę decyzję” – mówi Maja Shnodo (31 l.) z Pruszkowa koło Warszawy.

Wychowałam się w Pruszkowie pod Warszawą. Skończyłam liceum medyczne i pracuję w MOPS-ie jako pracownik socjalny.

W 2005 r. w listopadzie wyjechałam ze znajomymi na 10 dni do Egiptu. To miała być taka wycieczka objazdowa. Połączona ze spływem Nilem. W jednym z hoteli poznałam Petera (dziś 31 l.). Był Egipcjaninem. – Dzień dobry, jak się dzisiaj masz? – pytał po angielsku za każdym razem, kiedy mijaliśmy się w hotelowym korytarzu.

Peter sprzedawał pocztówki w sklepie. Ja nie znałam dobrze angielskiego. Poza tym jestem z natury nieśmiała i nie zawsze reagowałam na te zaczepki Petera. Byłam wprawdzie sama, nie miałam chłopaka, ale też nie szukałam na siłę miłości. Chciałam po prostu cieszyć się wakacjami. Peter jednak się nie zrażał i cały czas mnie pozdrawiał.

Reklama

– Napijesz się ze mną herbaty? – zaproponował któregoś dnia. – Tak – zgodziłam się. Po tym spotkaniu wymieniliśmy się mailami i... więcej się nie widzieliśmy. W hotelu, w którym pracował Peter, byłam tylko trzy dni. Kiedy wróciłam do Polski, zaczęliśmy ze sobą dalej rozmawiać przez skype’a.

Peter coraz bardziej mi się podobał. Dla niego intensywnie uczyłam się angielskiego. Nasze rozmowy były coraz dłuższe. Peter mnie ujął swoją serdecznością. Na myśl o nim serce zaczynało mi bić mocniej. – Zapraszam cię do Polski – zaproponowałam mu. – Już nie mogę się doczekać – ucieszył się. I na początku maja 2006 r. Peter wylądował na warszawskim Okęciu.

Nie mieszkał ze mną. Wynajął od moich znajomych pokój. Całe dnie spędzaliśmy razem. Pokazywałam mu i Pruszków, i Warszawę. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie. – Czuję, jakbym cię znała od lat – mówiłam mu. – Mnie też jest z tobą wspaniale – odpowiadał.

Od naszego poznania minęło 9 miesięcy. – Wyjdziesz za mnie? – zapytał Peter nieśmiało. – Tak! – byłam wtedy chyba najszczęśliwszą kobietą pod słońcem. Ze względu na formalności, musiałam wyjechać do Egiptu i tam wziąć z Peterem ślub.

Moi rodzice się martwili. – A może byś się wstrzymała, może poczekajcie z tym... – mówiła moja mama. – Ale ja go kocham. Na co mam czekać? – odpowiadałam. – Córciu, sama wiesz, to inna kultura, wiara – tłumaczyła. – Peter jest czuły, opiekuńczy, dobry – wyjaśniałam.

Na kameralnym ślubie była tylko rodzina Petera. Nie było zbyt romantycznie, po prostu podpisaliśmy dokument... Huczne wesele odbyło się w Polsce w 2007 r. – Nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej, z dala od rodziców – mówiłam Peterowi, a on zgodził się bez oporów. – I w Polsce znajdę pracę – uznał.

Na początku wynajmowaliśmy mieszkanie w Pruszkowie. Rok po ślubie zaszłam w ciążę. W 2008 r. na świat przyszedł Aleksander. Peter dostał pracę jako nauczyciel angielskiego. Udało nam się uzyskać kredyt na kupno mieszkania.

Dziś dziwię się sobie, skąd miałam tyle odwagi, żeby wziąć ślub z cudzoziemcem... Nie jestem ryzykantką. Wiem, że to miłość dodała mi odwagi. I bardzo dobrze!

Mai Shnodo wysłuchała Anna Kamińska

Chwila dla Ciebie
Dowiedz się więcej na temat: Peter | Nie | czuj

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje