Reklama

Reklama

Prawdomówność to zaleta, ale czy może też przeszkadzać?

Jola i Jacek zawsze byli dla mnie wzorem małżeństwa. Kochają się, nigdy nie wiedziałam, żeby się kłócili. Wiem, co mówię, bo Jola to moja dobra koleżanka. Opowiada mi. Są razem już siedem lat, a jakby wciąż byli narzeczeństwem...

Od niedawna chodzę na fitness. To duży klub, jest    tam także siłownia. Któregoś dnia zauważyłam, że ćwiczy na niej Jacek. Nie mógł mnie zobaczyć, szłam korytarzem z tyłu. Obok niego wygibasy z ciężarkami robiła jakaś atrakcyjna brunetka. Było widać, że się znają. Poszłam dalej, do szatni.

W następnym tygodniu znów ich zobaczyłam. Byli w dobrej komitywie - pomagali sobie nawzajem w czasie ćwiczeń. A kiedy po zajęciach szłam do domu, siedzieli w barze przy kawie.


Po tygodniu skończyłam swoje zajęcia i zapomniałam o sprawie. Aż do czasu, gdy jakoś po miesiącu, Jola powiedziała mi w wielkiej tajemnicy: Jacek chyba kogoś ma! To nic pewnego, ale inaczej się zachowuje,  zamknięty w pokoju często rozmawia przez komórkę. Jest rozdrażniony, zostaje po pracy. Uspokajałam ją, że to jeszcze nic wielkiego, ale przypomniałam sobie o zajęciach fitness... Nic nie powiedziałam Joli. Od naszej rozmowy minął tydzień, a ja się męczę: powiedzieć jej, o tym co widziałam, czy nie? Nie chcę wyjść na głupią donosicielkę, zwłaszcza, że tak naprawdę nie wiadomo, czy mąż ją zdradza. Z drugiej strony, jeśli miałoby to zapobiec kłopotom Joli, może powinnam?

Reklama


Asia, 36 lat

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje