Reklama

Reklama

Rzutki, gra w piłkę, wspinaczki po regale - i to wszystko w domu!

Tomek, proszę cię! - zawołałam do syna, który narobił rumoru w przedpokoju. Poszłam zobaczyć, co się stało. Okazało się, że chciał poćwiczyć na wieszaku na kurtki.

Ale kiedy zaczął się na nim podciągać, wieszak nie wytrzymał i się urwał. Mój 10-latek spadł na podłogę, na szczęście ubrania zamortyzowały upadek.

Reklama

- Nic ci się nie stało? - spytałam.

- Nie. Przepraszam, ja nie chciałem - zaczął się natychmiast tłumaczyć .

- Wiem, wiem... Tata nie będzie zachwycony, że po powrocie z pracy będzie go czekać naprawa wieszaka...

Mój mąż jeździ jako kierowca autobusu, więc nie może pracować "z domu". Ja przed pandemią byłam ekspedientką w ciucholandzie. Ale teraz są zamknięte, więc siedzę z synem w domu. Tomek bardzo źle znosi zamknięcie. Jest żywym dzieckiem. Spacery ze mną mu nie wystarczają. Normalnie po szkole i odrobieniu lekcji zawsze biegł grać z kolegami w piłkę albo jeździć na rowerze. Podciągali się też na drabinkach na placu zabaw dla starszych dzieci. Po kilu godzinach na świeżym powietrzu, w domu zachowywał się zupełnie przyzwoicie. 

Oczywiście, zdarzało mu się od czasu do czasu coś spsocić, ale nie było to tak znowu często i nigdy nie działo się nic poważnego. A teraz, zamknięty w czterech ścianach, syn dostaje małpiego rozumu. Zabroniłam mu kopania piłki po domu, bo nie dość, że robił straszny hałas odbijając ją od ścian, to jeszcze zbił dwa wazony po babci. Potem tak długo rzucał rzutkami do tarczy, że podziurawił pół drzwi w pokoju. Któregoś dnia postanowił się powspinać na regał w swoim pokoju i oczywiście półka się przewróciła, książki wypadły. Na szczęście Tomkowi nic się nie stało. Potem zrobił powódź w łazience, bo się bawił wodą w wannie i mu się rozlała. Dziś ten nieszczęsny wieszak...

- Jak to dłużej potrwa, on zdemoluje dom - poskarżyłam się bratu.

- Chłopak musi się wyszaleć - stwierdził. - Wychodź z nim gdzieś, niech się zmęczy. Na rower, na boisko, na łąkę...

Nie bardzo sobie wyobrażam to wszystko. Ja będę stała na chodniku, a syn będzie jeździł naokoło mnie? W piłkę też z nim nie pogram, a przecież nie może się bawić z innymi dziećmi. Mąż ma czas się synem zająć w najlepszym razie dwa razy w tygodniu. A jak w pozostałym czasie poradzić sobie z nim w domu? Czym go zająć?

Anna z Cieszyna

***

#POMAGAMINTERIA

Inżynierowie wywodzący się z Politechniki Śląskiej prowadzą zrzutkę na bramy odkażające dla szpitali. Chcą postawić ich co najmniej dziesięć, uruchomili już działający prototyp. Możesz im pomóc i wesprzeć szpitale w walce z epidemią koronawirusa.

Sprawdź szczegóły >>

W ramach akcji naszego portalu #POMAGAMINTERIA łączymy tych, którzy potrzebują pomocy z tymi, którzy mogą jej udzielić. Znasz inicjatywę, która potrzebuje wsparcia? Masz możliwość pomagać, a nie wiesz komu? Wejdź na pomagam.interia.pl i wprawiaj z nami dobro w ruch!


Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje