Reklama

Reklama

Seks bez miłości? To przecież nie zdrada!

Mój mąż Darek był i jest jedyną miłością mojego życia. Był zresztą moim pierwszym mężczyzną.

Gdy się pobraliśmy, miałam 21 lat, a on 22. Doczekaliśmy się dwójki dzieci - Ania ma teraz 10 lat, a Rafał 8. Kocham męża jak dawniej, mimo że jesteśmy razem już tak długo i że w naszym małżeństwie były wzloty i upadki. Ale przecież miłość i małżeństwo są na całe życie, na dobre i na złe. To przecież oczywiste, jak mogłoby być inaczej? Zresztą, prawdziwa miłość pokona wszystkie przeszkody, albo prawie wszystkie. Ja i Darek jesteśmy tego najlepszym przykładem.  Dlaczego napisałam, że prawie wszystkie? Bo jest coś, co od dawna w naszym małżeństwie było problemem. I nie umieliśmy sobie z tym poradzić. To znaczy - mąż uważa, że sobie poradziliśmy, a tak naprawdę - poradziłam sobie z tym na własną rękę, w tajemnicy przed mężem.

Reklama

A co to za problem? Chodzi o seks. Niestety, pod tym względem się nie dobraliśmy. Ja mam duży temperament, mąż - niespecjalnie. Poza tym, Darek nigdy nie wykazywał jakiejś szczególnej inicjatywy w sypialni, nie starał się, by sprawić mi przyjemność. Po prostu - nie umiał mnie zaspokoić. Rozmawialiśmy o tym tyle razy, ale to nic nie dało. Mówiłam mężowi, czego mi trzeba, to ja tak naprawdę starałam się za nas dwoje, by w sypialni zagościła namiętność. Na próżno. Mało tego, z czasem cała ta sytuacja zaczęła Darka denerwować. Widziałam, że robi się coraz bardziej spięty i że im bardziej się stara, tym gorsze są efekty. I wtedy zamilkłam. Postanowiłam, że więcej nie będę poruszać tego tematu. Widać z mężem nie jest mi pisane zaznać prawdziwego, namiętnego seksu.

  Ale to nie znaczy, że sobie odpuściłam, o nie! Seks był i jest dla mnie bardzo ważny, daje mi energię, radość, siłę. A skoro nie znalazłam tego w małżeństwie, musiałam znaleźć poza nim. Czyli - musiałam znaleźć sobie kochanka. Właściwie, miałam ich kilku. Czasem to było tylko kilka spotkań, czasem dłuższy romans. Teraz też spotykam się z pewnym mężczyzną. To był i jest tylko seks. Ale za to jaki seks! Szalony, do utraty tchu... Takich uniesień z mężem nigdy nie zaznałam i nie zaznam. Ale też nigdy żadnego z tych mężczyzn nie kochałam i nie pokocham, bo kocham tylko męża. Zresztą, nauczyłam się oddzielać miłość od seksu. Moim zdaniem, prawdziwa, czysta miłość przetrwa nawet bez seksu, tak jak nasza.  Dlatego nie mam żadnych wyrzutów sumienia, nie czuję się winna, że tak postępuję. Bo nie uważam tego za zdradę. Z tamtymi mężczyznami łączy mnie tylko więź fizyczna, a nie duchowa.

Ta duchowa, piękna i wyjątkowa, łączy mnie tylko z mężem.  Jest jednak ktoś, kto uważa, że zdradzam męża. To moja przyjaciółka Justyna. To jedyna osoba, która wie o tym wszystkim. I od początku mnie potępia. Justyna twierdzi, że to, co robię, jest obrzydliwe, że to podłość, zakłamanie, perfidia. I jak ja mogę mówić, że kocham męża, że łączy mnie z nim wyjątkowa więź, skoro robię mu coś takiego? Justyna powiedziała mi ostatnio, że choć przyjaźni się ze mną od tak dawna i że zawsze starała się mnie zrozumieć, to akurat w tej sprawie mnie nie rozumie. I że coraz bardziej jej to ciąży, nie wie, czy nasza przyjaźń przetrwa.  Szczerze mówiąc, dało mi to do myślenia. Zawsze miałam do Justyny zaufanie, liczyłam się z jej zdaniem. To mądra dziewczyna. Może faktycznie zagalopowałam się w poszukiwaniu namiętności? I powinnam z tym skończyć?

Dowiedz się więcej na temat: żona | seks | zdrada

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje