Reklama

Reklama

Skarżąc, nigdy nie zyskasz przyjaciół

Wojtek ledwo wszedł do domu, od razu zamknął się w pokoju. Poszłam za nim. Otworzyłam drzwi. Leżał na łóżku i coś mamrotał pod nosem.

- Wszystko w porządku? - spytałam. 

Reklama

- Jasne. Jak zawsze - mruknął. 

- Wychowawczyni chce, żebyś do niej zadzwoniła. Kiedy dopytywałam się, o co chodzi, wzruszył tylko ramionami. 

Wieczorem zadzwoniłam do nauczycielki. Powinni państwo porozmawiać z synem - pani Marta była wyraźnie przejęta. 

- Musi przestać wchodzić w konflikt z kolegami. My się staramy oczywiście zapobiegać scysjom, ale trudno nam radzić sobie ze wszystkim. A Wojtek nam tego nie ułatwia. 

- Co się stało? - spytałam o konkrety. 

- Od jakiegoś czasu Wojtek dokucza kolegom i wciąż na nich skarży. Mam wrażenie, że zbiera na nich haki i potem je wykorzystuje - kontynuowała. 

- A dzieciaki się denerwują. Bo to czasami są bzdury, że np. ktoś nie przyniósł butów na zmianę lub ma ukryty telefon. Oczekuję, że pani wytłumaczy Wojtkowi, że dokuczanie kolegom prowokuje ich do takich zachowań. 

Wściekła odłożyłam słuchawkę. Mój trzynastolatek ewidentnie lubi skarżyć. Tylko do końca nie wiem czy robi to po to, żeby komuś zaszkodzić, czy też, żeby zdobyć punkty u tego, któremu donosi. W domu non stop są o to kłótnie między nim a starszym rodzeństwem. Nie ma dnia, żeby Wojtek nie biegł do mnie lub ojca i opowiadał, co zrobił lub nie zrobił brat czy siostra, co zniszczyli. Przyznaję, bagatelizowałam to. Ale nie spodziewałam się, że przeniesie to do szkoły.

Faktem jest, że nie mógł się odnaleźć w klasie. Nie miał bliskich kolegów, nie należał do żadnej grupy. Nosił do szkoły a to batony, a to gumy, ale najwidoczniej to nie przynosiło efektu, bo często bywał smutny. Rozgoryczony opowiadał, że nikt nie chce go w drużynie na wuefie. Nikt też nie zaprasza go na urodziny. To było bardzo przykre. 

- Nie polubią cię, jeśli będziesz na nich donosił - tłumaczyłam synowi. - To odniesie wręcz odwrotny skutek. Wojtek niby słuchał, kiwał głową. 

Czułam jednak, że moje argumenty do niego nie trafiają. Wieczorem opowiedziałam wszystko mężowi. 

- Co mu do głowy przyszło? - zdziwił się. 

- Najgorsze, co może zrobić, to trzymać sztamę z nauczycielami. W ten sposób będzie tylko gorzej! Idę z nim pogadać. Myślałam, że rozmowa ojca z synem przyniesie efekty. Niestety, następnego dnia znalazłam w kieszeni Wojtka jakieś zapiski dotyczące kolegów. Kto pomazał tablicę, kto wylał wodę na korytarzu... Jak mam go przekonać, że w ten sposób nigdy nie zdobędzie sympatii innych?                                                                                     

Beata z Annopola

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje