Reklama

Reklama

Straciłam energię z dnia na dzień

Czy myślała pani o ubezpieczeniu domu? – usłyszałam uprzejmy męski głos w telefonie. Właściciel głosu mógł mieć z 60 lat. – Dziękuję, nie jestem zainteresowana. – Tylko przedstawię ofertę. Co pani szkodzi umówić się ze starym człowiekiem... I jakoś dałam się namówić na spotkanie.

Przyszedł nazajutrz. Pan Bogdan lekko kulał. Nosił staromodny garnitur, na czole i wokół oczu miał mnóstwo zmarszczek. Poczułam raptem lekkie zawroty głowy. Zatroskany moim stanem, pomógł mi usiąść w fotelu, dotknął mojego czoła.

Reklama

– Wpuszczę trochę świeżego powietrza – ruszył do okna. Zebrałam siły. – Właściwie chyba nie chcę się ubezpieczać – stwierdziłam. – Co tu można ukraść? – Byłaby wielka szkoda, gdyby doszło tu do pożaru – odparł ze współczuciem, jakby coś złego już się stało i dotknął mojej ręki. Poczułam się gorzej, serce mi waliło. Wizja płonącego mieszkania była bardzo silna. – Proszę oddychać, pani taka delikatna...

Kiedy się ocknęłam, po ubezpieczycielu zostały tylko... dokumenty z moim podpisem. „Jakim cudem się zgodziłam?” – byłam zła na siebie. Nie wiedziałam, co się ze mną działo przez ostatnie piętnaście minut. Jakby ktoś wymazał mi je z pamięci!

Następnego dnia czułam się lekko przeziębiona. Do pracy się spóźniłam. Nie mogłam się skupić, byłam rozdrażniona. Mijały dni, a poprawy nie było. Czułam się nawet i wyglądałam coraz gorzej. – To niemożliwe, żeby skóra starzała się w takim tempie! – moja kosmetyczka załamywała ręce nade mną. A ja byłam przerażona i ciągle zmęczona.

– Badania są w normie. Podłoże złego samopoczucie leży w pani głowie. Doradzam terapię – stwierdził lekarz. – Może rzeczywiście to ma związek z psychiką. Może to coś z dzieciństwa? – moja przyjaciółka Ewa snuła teorie.

Chciało mi się płakać. W ciągu dwóch miesięcy z atrakcyjnej, szczęśliwej 40-latki stałam się załamaną 60-latką. Ewa znalazła mi terapeutkę. Taką, która zajmowała się nie tylko problemami duszy, ale i ciała. Z tym że leczyła metodami niekonwencjonalnymi. Było mi wszystko jedno. Całymi dniami i tak mogłam tylko spać, spać...

Obojętnie szłam na terapię. Ale gdy wysiadłam z auta przed gabinetem, zaniemówiłam. Na parterze znajdowała się agencja ubezpieczeń. Przez szybę zobaczyłam... pana Bogdana. Rozmawiał z kimś przez telefon. „Niemożliwe” – przeleciało mi przez głowę. Mój agent wyglądał na jakieś 20 lat młodziej, był pełen energii!

Do terapeutki szłam na miękkich nogach. – Padła pani ofiarą wampira – orzekła, a ja wytrzeszczyłam oczy. – Jaki wampir... Przecież nikt mnie nie ugryzł! – Wampir energetyczny – dodała terapeutka. – Stworzył z panią połączenia i żywi się na pani. Pobiera od pani energię.

Coś w tym było... Wszystko zaczęło się od agenta! Jak to możliwe, że on wygląda tak dobrze, a ja... Spojrzałam na swoje pomarszczone dłonie, tak niedawno młode i gładkie.

– Proszę, to telefon do człowieka, który zajmuje się takimi przypadkami – terapeutka podała mi wizytówkę. – On pani pomoże. Aleksander, bo tak nazywał się mój zbawca, nie miał wątpliwości, że to właśnie wampir energetyczny toczy we mnie chorobę.

– Przyssał się jak pijawka i zatruwa pani duszę – tłumaczył. Podczas seansu Aleksander prosił mnie, bym wyobraziła sobie, jak odcinam czerwone nitki pomiędzy mną a panem Bogdanem. Nie było łatwo. Niektóre nitki były bardzo mocne. – Pani podświadomość jest pod dużym wpływem wampira. Trzeba próbować dalej – namawiał Aleksander.

Chyba z 5 godzin wyobrażałam sobie, jak odcinam połączenia pomiędzy mną a panem Bogdanem... Kiedy skończyliśmy poczułam się, jakby kamień spadł mi z serca. Już następnego dnia moja skóra była jasna i gładka, włosy powoli stawały się na nowo błyszczące. Po tygodniu wróciłam do formy.

Z satysfakcją pojechałam do agencji pana Bogdana. Obserwowałam go z daleka. Wyglądał o wiele gorzej, znów trochę kulał. Uśmiechnęłam się. Byłam wolna!

Dowiedz się więcej na temat: Pani | dzień | Electronic Arts | badania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje