Reklama

Reklama

Sylwester u mnie? Dlaczego nie w domu?

Babuniu kochana, tak cię proszę, to byłaby cudowna impreza! – zaskoczyła mnie moja 15-letnia wnuczka Paula.

- Jestem już prawie dorosła przecież. Spotkałabym się z koleżankami. Bo w domu to rodzice i w ogóle. A co my jesteśmy, małe dzieci? A tak - nie pozwalała mi dojść do słowa - ty byś pojechała do cioci Lusi, a my byśmy się tu spotkały w kilka. W sylwestra.

Reklama

Zamilkła, a ja nie wiedziałam, co powiedzieć. Dotarło do mnie, że wnuczka chce, żebym zostawiła jej mieszkanie na imprezę. Patrzyła na mnie błagalnie, pełna nadziei. A ja... wcale nie uważałam, żeby to był dobry pomysł. Ale tak po prostu jej odmówić?

- Muszę się zastanowić - odparłam wreszcie.

Paulinka mnie uściskała.

- Oczywiście. Ale nie myśl za długo, bo muszę wszystko zorganizować - uśmiechnięta pożegnała się i wyszła. Taka zadowolona, jakbym się już zgodziła.

Kocham moją wnuczkę, chciałabym jej nieba przychylić, ale sylwestrowa impreza w moim mieszkaniu? Rozejrzałam się. Musiałabym pozbierać wszystkie serwetki, które wydziergała jeszcze moja mama, bo byłoby mi szkoda, gdyby któraś została zaplamiona herbatą czy sokiem. Czy dziewczynki bawiąc się uważałyby na moje bibeloty? Figurki z porcelany, filiżanki, szklane zwierzątka... Właściwie dlaczego nie miałyby się bawić w dużym pokoju, podczas gdy córka z zięciem będą w drugim?

Zadzwoniłam do przyjaciółki, żeby się jej poradzić.

- Zwariowałaś? - zareagowała Hania. - Nie ma mowy! Ty wiesz, ile osób może do nich dołączyć? Wierzysz, że to będzie kilka dziewczynek? Zanim się obejrzą, będzie impreza na pół osiedla. A potem sąsiedzi będą cię miesiącami palcami wytykali.

- Co ty opowiadasz, Paula to taka grzeczna dziewczynka.

- Ja nie mówię o twojej wnuczce. Ale wystarczy, że zaprosi koleżanki, one powiedzą kolegom, w szkole się rozniesie i zobaczysz, że nie poznasz swojego domu. 

- Nawet nie mów! - przeraziłam się.

Po tej rozmowie zdecydowałam, że odmówię Paulince. Ale potem przypomniałam sobie jej spojrzenie i uśmiech i... znów się zaczęłam zastanawiać. Gdybym tak pochowała najmniej stabilne figurki i umówiła się z wnuczką, że będą tylko osoby zaproszone, to mogłabym ją uszczęśliwić... A siostra z pewnością byłaby zadowolona, że ją odwiedzę.

Tylko, czy to na pewno dobry pomysł?

Bożena Chruścicka z Nowej Soli


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje