Reklama

Synku, zwierzęta też czują, też się boją

Wchodziłam już do mieszkania, gdy nagle uchyliły się drzwi sąsiadki z naprzeciwka.

Pani Jadzia, starsza, spokojna i miła kobieta, którą znam od lat, spojrzała na mnie z dziwnym wyrazem twarzy.

- Chcę z panią porozmawiać o Kamilu - zaczęła. - Coś bardzo niedobrego dzieje się z tym chłopcem.

Postawiłam siatki z zakupami na korytarzu i zdziwiona spojrzałam na panią Jadzię.

 - O co chodzi? - spytałam zaniepokojona.

 - Jemu nic - fuknęła sąsiadka. - Za to on robi krzywdę zwierzętom, konkretnie kotom, które tu dokarmiamy z sąsiadkami na podwórku - powiedziała z wyrzutem. - Sama widziałam wczoraj, jak rzucał w nie kamieniami. Jednego trafił, aż krew się lała, a Kamil się zaśmiewał. Coś okropnego... - skrzywiła się pani Jadzia.

 - Mój Kamil?! - oniemiałam. - To niemożliwe, to spokojny chłopiec. Ma dopiero 12 lat, przecież zna go pani od dziecka. To jakaś pomyłka. Tylu łobuziaków się tu kręci...

 - Żadna pomyłka - westchnęła starsza pani. - I nie tylko ja go widziałam, inne sąsiadki już wcześniej mi mówiły, że Kamil strzela z procy do kotów. Też początkowo nie wierzyłam, ale dziś widziałam go na własne oczy, dlatego pani mówię... Co to niego wyrośnie? - szepnęła smutno.

 - Porozmawiam sobie z nim - obiecałam. Zawstydzona i zła weszłam do mieszkania.

 Kamil siedział przy komputerze ze słuchawkami na uszach. Wściekła podeszłam i ściągnęłam mu je z głowy.

 - No co?! - zaprotestował. - Nie widzisz, że gram?

 - Nic mnie to nie obchodzi! - warknęłam. - Możesz mi wyjaśnić, dlaczego dręczysz koty na podwórku?! Przed chwilą sąsiadka mi o wszystkim powiedziała, więc się nie wypieraj. Widziała cię!

 Kamil zrobił naburmuszoną minę, ale się nie odezwał.

 - Synu, powiedz coś, wytłumacz mi, co cię napadło?! Jak tak można?! - podniosłam głos, bo nie mogłam się opanować. - Kto ci dał prawo znęcać się nad bezbronnym zwierzakiem? Przecież wiesz, że to żywe stworzenie, odczuwa ból, strach... Tak nie można - tłumaczyłam już spokojniej.

 Niestety, moje słowa trafiły w pustkę. Kamil nadal siedział z nieobecnym wyrazem twarzy i milczał.

 - Jeśli jeszcze raz usłyszę, że zrobiłeś coś takiego, to... - machnęłam ręką i zrezygnowana wyszłam z pokoju.

 Od czasu rozmowy z sąsiadką nie mogę dojść do siebie. Co się dzieje z moim synem? Dlaczego tak się okrutnie zachowuje i w dodatku cały czas milczy? Co robić? Jak z nim rozmawiać?

Reklama

Iwona Koterska z Chodzieży


Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy