Tak tanio już nie będzie

Wczoraj, gdy wracałam z pracy, zaczepiła mnie na schodach sąsiadka. – Przepraszam, że panią zatrzymuję... – zaczęła. – Ale moja Aga skarżyła się wczoraj, że Ania pożyczyła od niej 50 złotych jakiś czas temu i nie oddała do tej pory... A córka jedzie na obóz i chciałaby mieć te pieniądze na wyjazd. – Oczywiście, zaraz oddam – powiedziałam. Wyciągnęłam z portfela banknot i podałam sąsiadce.

Westchnęłam. "Ania znowu była na wyprzedażach" -  pomyślałam i  ogarnęła mnie złość. Już kilka razy rozmawiałam na ten temat z córką. Ale nie poskutkowało...

Reklama

- Anka! Musimy pogadać! - weszłam do pokoju 15-latki.

Na łóżku leżały dwa T-shirty, jeszcze z metkami, i kolorowe szorty. Ania stała przed lustrem i przymierzała jakieś spodnie.  

 - Znowu nakupowałaś jakichś ubrań! - wybuchłam. - Masz pełno wszystkiego i stale kupujesz nowe?! Przecież to nie jest za darmo! Pożyczasz od kogo się da, a ja potem muszę zwracać!

 Ania stała, milcząc, ze skruszoną miną.

 - Ale mamo... - odezwała się w końcu. - Teraz jest tyle wyprzedaży... No po prostu za grosze można kupić wspaniałe rzeczy. To się naprawdę opłaca.

 - Opłaca się?! - nie wierzyłam własnym uszom. - Rozumiem, że można kupić jedną fajną rzecz, o której się marzy, taniej. Ale tyle... - zatoczyłam ręką po pokoju. Jak to wszystko podliczysz, okaże się, że wydałaś bardzo dużo. Wiesz przecież, że nas na to nie stać - dodałam już ciszej. 

 W oczach Ani zaszkliły się łzy.

 - Ale ja nie mogę się powstrzymać - wyszeptała. - Tyle pięknych rzeczy w tych galeriach. Szkoda nie kupić... Chodzę z Zuzią i Majką i zawsze coś trafimy.

 - No właśnie! - powiedziałam oskarżycielskim tonem. - Całymi dniami chodzisz po galeriach od kiedy są wakacje, nic innego nie robisz! Myślałam, że  masz coś więcej w głowie niż zakupy!

 - W galerii jest super! - oczy Ani zapaliły się, jakby nie słyszała, co powiedziałam. - Kolorowe wystawy, muzyka, różne atrakcje. W moim ulubionym sklepie to i 3 godziny można spędzić, przymierzać, wybierać. Co w tym złego? - spojrzała na mnie, widząc, że mam ponurą minę. 

 - Przede wszystkim to, że to ogłupiające zajęcie - byłam zła. - Ile można oglądać i przymierzać? No i wydawać pieniądze! Nie wstyd ci, że bierzesz od babci, od koleżanek? I całe twoje kieszonkowe. Zakupy przysłoniły ci całkiem rozsądek?

Nie jestem przekonana, czy trafiłam do córki ze swoimi argumentami. W końcu to nie pierwszy raz się zdarzyło i już o tym rozmawiałyśmy. Martwię się, że  chodzenie po galeriach i łapanie okazji weszło jej w nawyk, może nawet się uzależniła? Co robić?

Monika Wawrzyn z Suwałk


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje