Reklama

Reklama

Tego dnia straciłam wszystko, ale... coś zyskałam

Moje małżeństwo nie ułożyło się. Rozwiedliśmy się po dziesięciu latach, nie mieliśmy dzieci. Przeprowadziłam się do innego miasta. Mieszkała tam moja dawna koleżanka. Odnowiliśmy znajomość.

Poznałam jej męża. W porównaniu z moim byłym wydawał mi się niemal aniołem. Ale oczywiście nie dałam po sobie poznać, że mi się podoba. Przecież był mężem mojej dobrej koleżanki...

Po pewnym czasie w ich małżeństwie zaczęły się problemy. Starałam się nie zajmować stanowiska - znałam ich oboje. Ale wiem, że była dla niego niesprawiedliwa. Oskarżała go, że nie ma zmysłu do interesów, mało zarabia. A przecież wiele lat żyli z jego pensji...

Potem wyjechałam do pracę za granicę. Co jakiś czas przyjeżdżałam do domu, słyszałam, że u nich jest coraz gorzej. Aż w końcu usłyszałam, że ona wystąpiła o rozwód.

Reklama

Kiedy wróciłam do Polski na stałe, przypadkiem, naprawdę! Spotkałam jej męża. Długo rozmawialiśmy. Pytał, czy możemy znowu się spotkać. Coś między nami zaiskrzyło. Moja koleżanka wściekła się, gdy o tym usłyszała. Oskarżyła mnie o zdradę, a przecież sama mówiła, że między nimi skończone... Nie wiem, co o tym myśleć. Czy ona ma rację? Czy nie powinnam zwracać na nią uwagi?

Mariola ( 43 l.)

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje