Reklama

Reklama

To nie ferie, to kwarantanna

​- Hania? Gdzie ty jesteś? - zadzwoniłam z pracy do mojej 14-letniej córki i nastawiłam ucha. Wydawało mi się, że w tle słyszę szepty.

- W domu jestem, mamo, tak jak kazałaś.

Reklama

- A co tam słychać?

- To w telewizorze przecież. Siedzę i się uczę, czego chcesz? - obruszyła się.

Kiedy zamknęli szkoły z powodu epidemii koronawirusa, córka i jej koleżanki potraktowały to jak dodatkowe ferie. Umawiały się na wyjścia do galerii, do kina. Ale to się zmieniło, gdy  zamknęli wszystkie sklepy poza spożywczymi.

Osoby, które zaczęły pracować w domu, mogły pilnować dzieci. Ja nie mam możliwości, bo jestem sprzedawczynią właśnie w takim sklepie. Dlatego usiadłam z córką przy komputerze i razem czytałyśmy w internecie, dlaczego to takie ważne, żeby jak najwięcej osób siedziało w domu. Poszukałyśmy artykułów, w których opisywano, jak łatwo się wirus przenosi, dla kogo jest największym zagrożeniem. Hania niby to kiwała głową, na biurku ustawiła sobie nawet ustawiła sobie zdjęcie z nakładką "Siedź w domu". Jednak, gdy do niej niedawno zadzwoniłam, okazało się, że jest na spacerze z koleżankami!

- Natychmiast wracaj! I nigdzie się nie ruszaj! - nakrzyczałam na nią.

I zaczęłam częściej dzwonić, żeby ją sprawdzać. Ale nie zawsze mi się udaje, a podczas połączenia zwykle mam wrażenie, że ona wcale nie jest w domu...

Nie mogę przecież zrezygnować z etatu, żeby pilnować nastoletniej córki. Może jednak będę musiała się nad tym zastanowić. Wczoraj zamieniłam się z koleżanką w pracy i wróciłam znacznie wcześniej do domu. I nie zastałam w nim Hani! Gdy wybierałam do niej numer, usłyszałam zgrzyt klucza w zamku. Moja córka bez wyrzutów sumienia przyznała, że wychodziła. Ponoć nie może obyć się bez znajomych. I gdy ci wymyślili spotkanie u jednej z koleżanek na sąsiednim osiedlu, chętnie na nie przystała.

- Kochanie, coś mogło ci się stać - nie mogłam uwierzyć w to, co słyszę. - Przecież masz astmę i jesteś bardziej narażona na zarażenie się i powikłania... A gdyby cię złapała policja? Umarłabym ze wstydu! I jeszcze musiałabym zapłacić mandat! Nie mam na to pieniędzy. Dlaczego jesteś taka nieodpowiedzialna?

Na to pytanie córka nie udzieliła mi jednak odpowiedzi. Powiedziała, że jest zmęczona i idzie spać.

- Zabierz jej klucze - poradziła mi mama, bo od razu do niej zadzwoniłam. - Skoro nic nie rozumie, niech siedzi w klatce.

Nie wiem, czy to dobry pomysł. Bo jak Hania będzie chciała wyjść, to najwyżej zostawi drzwi otwarte...

Jak jej wytłumaczyć, że to naprawdę ważne, żeby siedziała w domu? To nie czas na życie towarzyskie. Wychodzenie na zewnątrz może być groźne dla jej zdrowia i jej bezpieczeństwa. Poza tym mogę mieć kłopoty, gdy złapie ją policja.  Dlaczego córka to wszystko lekceważy? Jak to zmienić?

Ewa z Gliwic

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje