Reklama

Reklama

Usunęłam ciążę i teraz za to płacę

​Pewnie każdy człowiek popełnił w życiu jakieś głupstwo i ma coś na sumieniu...

Czasem nie można inaczej, choćby bardzo się chciało. Mnie też coś takiego spotkało, dawno temu. Byłam młoda i naiwna, miałam 17 lat. No i zakochałam się. Czy w tym wieku to coś dziwnego? Uważam, że nie, tak przynajmniej do dziś staram się sama siebie usprawiedliwiać. On był 5 lat ode mnie starszy, zapewniał, że mnie kocha i że gdy skończę 18 lat, pobierzemy się. 

Reklama

Dałam się ponieść namiętności i zaszłam w ciążę. I to był koniec tej wielkiej miłości. Chłopak oznajmił, że może dać mi pieniądze na zabieg i to wszystko. Więcej go nie zobaczę. Dał i zniknął. Zostałam sama, zrozpaczona, bezradna. Wzięłam te pieniądze, chociaż w pierwszej chwili myśl o usunięciu ciąży wydała mi się przerażająca. Ale czy miałam inne wyjście? Moi rodzice byli bardzo surowi, nigdy nie odważyłabym się im powiedzieć o tym wszystkim. Poza tym, mieszkałam w małej mieścinie. Panna z dzieckiem? O nie, ludzie nie daliby mi tam spokoju. A nie chciałam stąd wyjeżdżać, uciekać. Bo dokąd?

Usunęłam więc ciążę. To były najstraszniejsze chwile w moim życiu, nigdy tego nie zapomnę. Ale czas leczy rany. Poznałam Marka, dobrego chłopaka. Pokochaliśmy się, pobraliśmy, urodziło nam się dwóch zdrowych synów. Tak się modliłam, by mimo zabiegu móc zajść w ciążę! I udało się! Mężowi nigdy nie powiedziałam o mojej tajemnicy sprzed lat, zresztą nie wiedział o niej nikt, aż do niedawna. Jakiś czas temu bowiem rozmawiałam ze znajomą. Tak się złożyło, że opowiadała mi o swojej koleżance, która usunęła ciążę i teraz nie może mieć dzieci. Nie wiem, jak to się stało, to był impuls, chwila... Powiedziałam, że nie ma reguły, bo przecież ja też kiedyś usunęłam, a mam dwóch synów. No i się zaczęło... Znajoma zaczęła mnie wypytywać, drążyć temat... Ja ucięłam rozmowę, mówiąc, że to było dawno i nie chcę do tego wracać. I proszę ją, by zachowała to dla siebie. 

Niestety, znajoma nie dotrzymała słowa. I teraz o mojej usuniętej ciąży plotkuje pół miasteczka. Znają się tu prawie wszyscy, zwłaszcza ci, którzy, jak ja, mieszkają tu od urodzenia. Oczywiście dowiedział się o tym mój mąż i synowie. Przeżywam ciężkie chwile. Nie dość, że ludzie wytykają mnie palcami, to jeszcze mąż ma do mnie pretensje. Bardzo się między nami popsuło, mąż nie może mi darować, że nie przyznałam mu się do wszystkiego. Synowie też są obrażeni.

Jestem załamana. Tłumaczę im, że gdyby można było cofnąć czas, wiem, że nigdy bym tego nie zrobiła. I może to było złe i podłe, że zataiłam wszystko przed moimi bliskimi. Ale tak już jest w życiu, że popełniamy błędy. Dlaczego mam teraz do końca życia ponosić karę za coś, co wydarzyło się dawno temu?

Mąż zarzuca mi, że z mojego powodu i on jest teraz na językach. I najchętniej wyjechałby z miasta, żeby zostawić to wszystko za sobą. Czy on ma rację? Czy powinniśmy wyjechać?

Mirosława, 49 lat

Dowiedz się więcej na temat: aborcja | żona | kobieta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje