Wciąż obrywa od kolegów

Znowu?! – mój mąż popatrzył na naszego zapłakanego jedenastolatka. – To nie może tak być! – mąż wybuchł po chwili, gdy syn poszedł do swego pokoju. – Zrobię porządek z tymi gówniarzami! Niech tylko się dowiem, kto to jest!

- Alan nie powie - westchnęłam. - Musi chodzić do tej szkoły, innej tu nie ma. Jak naskarży, to będzie jeszcze gorzej...

Reklama

Kłopoty Alana zaczęły się w połowie września. Przestał opowiadać o ty, co dzieje się w szkole. Któregoś dnia wrócił zapłakany, w kurtce z oberwanym rękawem.

- Co się stało? - przeraziłam się.

Nie chciał mi nic powiedzieć, ale w końcu wydusił:

- Znowu mnie dopadli... Tacy jedni, znęcają się nad mniejszymi...

Nie dowiedziałam się od syna nic więcej. Następnego dnia popędziłam więc pod szkołę. Rozmawiałam z szatniarką i z uczniami. I to właśnie dzieciaki opowiedziały mi to i owo.

Okazało się, że Alan i inni niewyrośnięci chłopcy są wykorzystywani przez łobuzów z ich klasy. Wysyłają ich do sklepu po zakupy. Nie obchodzi ich nawet, czy mają czym płacić. Jeśli nie przyniosą tego, co trzeba, są bici, szarpani. Była przerażona!

Usiłowałam namówić dzieciaki, żeby mi pokazały tych łobuzów albo powiedziały, którzy to. Ale wtedy wszystkie nabrały wody w usta.

Natychmiast poszłam do szkoły i poprosiłam o rozmowę z wychowawczynią. Oburzona opowiedziałam jej o wszystkim. Wyglądała na mocno zaskoczoną i przejętą. Powiedziała, że oczywiście, od razu zajmie się zaprowadzaniem porządku.

I rzeczywiście. Alan mówił, że zrobiła pogadankę na lekcji. Wszyscy uczniowie kiwali głowami i udawali posłusznych, ale nic się nie zmieniło...

Alan chodzi do szkoły z coraz większą niechęcią. Stał się nerwowy i zamknięty w sobie. Obserwujemy go z mężem i boimy się o niego. 

- Wezmę kilka dni wolnego i podejrzę, którzy to - stwierdził ostatnio mąż. - Skoro szkoła nie jest
w stanie sobie z tym problemem poradzić, ja to zrobię!

- Zwariowałeś? Chcesz wtłuc tym łobuzom? 

- Bić ich nie będę, ale postraszę kilku. Niech zobaczą, jak to jest bać się swego cienia!

- Ani mi się waż! Musimy to rozwiązać w inny sposób.

Niestety, nie wiem, w jaki. Przede wszystkim musimy się dowiedzieć, kto, kto prześladuje Alana i innych. Wtedy będziemy mogli zażądać, żeby szkoła coś na to poradziła. Tylko jak namówić do współpracy tych, którzy się tak boją? Widzę po moim synu, że to nie będzie łatwe.

Nie mam zamiaru pozwolić na to, żeby moje dziecko cierpiało i było pomiatane. Muszę coś zrobić! Tylko co?

Katarzyna Majewska z Jasła


Chwila dla Ciebie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje