Reklama

Reklama

Wciąż przynosi do domu ulotki, ołówki...

​Marylko, co to jest? - spytałam 10-letnią córkę, biorąc do ręki stos ulotek, który położyła w przedpokoju na szafce na buty.

- Zapomniałam je wziąć, dzięki - wyjęła mi papiery z ręki i poszła z nimi do swojego pokoju.

Patrzyłam jak chowa je do szuflady.

- Po co ci to, kochanie? - spytałam.

- Obejrzę je i niepotrzebne wyrzucę - obiecała. - Wycinam fajne obrazki...

Kiedy sprzątałam, zobaczyłam, że w szufladach moja córeczka oprócz mnóstwa ulotek ma jeszcze ołówki ze sklepów, reklamowe notesiki, gumki, kredki z jakiegoś towarzystwa ubezpieczeniowego, apteki... Dużo tego było. Kiedy Marylka wróciła do domu, spytałam:

- Skąd to wszystko masz i po co ci to?

Reklama

- Przecież to mi się przydaje - wzruszyła ramionami. - Rysuję ołówkami, kredkami... Poza tym są ładne i lubię je mieć.

- Ale po co ci ich aż tyle?

- To na zapas. Dobrze mieć zapas.

- Kochanie, ale robi się z tego śmietnik. Kilkanaście ołówków na pewno ci nie potrzeba. Ani notesów. Przestań znosić też do domu te wszystkie papiery. Będę musiała je wyrzucić.

- Ale mamo? - córeczka była zaskoczona.

Obiecała, że przestanie znosić do domu kolejne świstki i inne rzeczy. Ale szybko się przekonałam, że nie dotrzymuje słowa. Zabrałam z jej pokoju leżące na wierzchu ulotki, gazetki promocyjne i wyrzuciłam to wszystko.

- Jak mogłaś?! - oburzyła się Marylka. - Jeszcze tego nie przejrzałam.

- Mówiłam ci, że za dużo tego wszystkiego. Dom to nie składnica makulatury!

Córcia szybko uzupełniła to, co wyrzuciłam. Martwi mnie to. Czy ona nie ma skłonności do zbieractwa? Czy na pewno te wszystkie rzeczy dostała albo pozwolono jej je wziąć? Nie mam pojęcia, jak ją tego oduczyć. Bo wcale mi się to nie podoba. Kiedy jednak tłumaczę jej, że powinna mieć w pokoju same potrzebne rzeczy, to kiwa głowa, a potem i tak robi swoje...

Dominika Krawczyk ze Słubic


Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama