Reklama

Reklama

Wciąż rwie się do bicia

– Wracam ze szkoły, twoja wychowawczyni zadzwoniła do mnie do pracy, żebym przyszła – zaczęłam. – Powiedziała, że uderzyłeś kolegę i to tak mocno, że musiał iść do pielęgniarki, i że to nie pierwszy raz się zdarza…

Mateusz, musimy pogadać - otworzyłam drzwi do pokoju 12-letniego syna. Mateusz siedział przed komputerem i wpatrywał się w ekran jak zaczarowany. Ani drgnął. Dopiero gdy stanęłam przed nim, oderwał wzrok od migających na ekranie postaci.

Reklama

- Wracam ze szkoły, twoja wychowawczyni zadzwoniła do mnie do pracy, żebym przyszła - zaczęłam. - Powiedziała, że uderzyłeś kolegę i to tak mocno, że musiał iść do pielęgniarki, i że to nie pierwszy raz się zdarza...

- On zaczął! - krzyknął syn.

- Ale pani widziała, że to ty go zaczepiłeś.

- Bo to palant!  Dołożyłem mu, aż się popłakał - w jego głosie wyczułam nutkę satysfakcji.

-Mati! - byłam wstrząśnięta. - Dlaczego bijesz kolegów? Poszturchujesz też dziewczynki.  

- Bo mnie denerwują!

Opadły mi ręce. W naszym domu agresji nie było. Mąż Mateusza nie tknął nawet palcem. Pierwszego i ostatniego klapsa mały dostał ode mnie, gdy miał trzy lata i wyrwał mi się na ulicy prosto pod koła samochodu.

- Karol, porozmawiaj z nim - poprosiłam męża. - Wychowawczyni mówi, że Mateusz rozdaje razy na prawo i lewo, nie potrafi rozmawiać z rówieśnikami, tylko od razu bije.

- To normalne u chłopców w tym wieku - mąż wzruszył ramionami.

- Normalne?! A jak komuś zrobi krzywdę albo jemu coś się stanie?

 - To wszystko wina tych gier komputerowych! - zawyrokowała moja przyjaciółka Agata, matka dwóch starszych chłopców, która akurat nas odwiedziła. - Czy widzieliście, w co oni grają? Tylko się mordują, strzelają, albo samochodami się rozbijają. Kto zginie, ma jeszcze jedno życie albo więcej, wstaje, otrzepuje się i gra się dalej. Tam nie ma bólu, tylko wygrany i przegrany... Dzieciaki myślą, że to normalne.

- Może zabronię mu tych gier? - zastanawiałam się.

- To będzie trudne - Agata machnęła ręką. - Mnie się w każdym razie nie udało, choć dużo rozmawiałam z synami. Nie bardzo chcieli słuchać, ale myślę, że jednak coś tam do nich dotarło.

- A może nasz Mateusz po prostu się broni? Jest nieduży, szczuplutki, pewnie inni go zaczepiają i on w ten sposób chce pokazać, że się nie boi - babcia jak zwykle stanęła po stronie wnuka i zakończyła dyskusję.

Nie wiem, jak postąpić z Mateuszem. Nie mogę przecież dopuścić do tego, by wyrósł na łobuza. Z drugiej strony, jeśli zabronię mu gier, stale będzie awantura. A może on z tego wyrośnie? Może tak mają chłopcy w jego wieku, gdy zaczyna się burza hormonów? Co robić?

Katarzyna S. Z Rabki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje