Reklama

Reklama

Wdzięczność bez wzajemności

Olę i Arka znałam od wielu lat.

Przyjaźniliśmy się, zanim ja wyszłam za mąż. Wydawało mi się, że są dobraną parą, chociaż jak w każdym związku mieli problemy.

Dziś ich dzieci są w szkole średniej. Wtedy zauważyłam, że stosunki między Olą i Arkiem popsuły się. Ona go oskarżała o zdradę, z tego co wiem, bezpodstawnie. Potem sama zaczęła imprezować, przestała się interesować dziećmi.

Byli u psychologa, ale nic to nie dało. W końcu on wniósł o rozwód. Żalił się, że ze wszystkim jest sam. Bardzo kocha swoje dzieci i nie może patrzeć, jak tracą matkę. Wystąpił o przyznanie jemu opieki.

Reklama

W tej sytuacji uważałam, że to słuszne rozwiązanie. I sąd tak postanowił. Jak się okazało, słusznie. Arek wychowywał dzieci, Ola całkiem się stoczyła, sąd w końcu pozbawił ją praw rodzicielskich.

Minęły dwa lata, zmarł mój mąż. Zostałam sama, bo dzieci nie mieliśmy. Jedynym bliskim dla mnie człowiekiem pozostał Arek. Tak mi się przynajmniej wydawało. Potrzebowałam pomocy w zwykłych codziennych sprawach. Coś naprawić, załatwić, takie typowe męskie problemy... A on jakby tego nie rozumiał.

Nawet jak zadzwonię i poproszę, najczęściej nie ma czasu. Przykro mi, bo ja mu pomagałam w trudnych dla niego czasach. Ale nie chcę mu tego wypominać. A może powinnam? A jak się jeszcze obrazi?

Mariola, 44 lata

Chwila dla Ciebie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje