Wspólna przeszłość może przeszkadzać?

Przeżyliśmy ze sobą 30 lat. Bywało różnie, ale ostatecznie zawsze potrafiliśmy się dogadać.

Nasze dzieci dorosły, przed dwoma laty córka zaszła w ciążę. Cieszyliśmy się, że zostaniemy dziadkami, ale nie wszystko było tak jak powinno. Ojciec dziecka okazał się niedojrzały, zostawił córkę i zniknął z jej życia. Wszyscy bardzo to przeżywaliśmy. Spędzaliśmy z mężem długie wieczory, zastanawiając się, jak pomoc córce w samotnym macierzyństwie.

Reklama

I pewnego dnia, w tej atmosferze, mąż nagle powiedział, że musi mi coś wyznać. Zamarłam. Powiedział, że przed laty, kiedy mieliśmy kryzys, zdradził mnie. Rozpłakałam się, ale to nie był jeszcze koniec. Ja też miałam tajemnicę, którą tłamsiłam latami. Też miałam romans. Wtedy krótko mieszkaliśmy z mężem osobno i stało się... Jednak do siebie wróciliśmy i od tej pory nigdy siebie nie zawiedliśmy. To był długi wieczór...

Potem córka urodziła syna. Pomagamy jej do dziś. Mąż jest dla mnie bardzo dobry, jakbyśmy nadrabiali stracony czas. Niedawno zwierzyłam się z tej historii mojej przyjaciółce. Nie mogła w to wszystko uwierzyć. A potem powiedziała, że nie powinnam przyznawać się mężowi do swojej zdrady. Bo on to wykorzysta, tacy są faceci. Wcześniej czy później znajdzie sobie kogoś na boku, jak tylko między nami coś się popsuje, a przecież w życiu różnie bywa...

Nie wiem, co o tym myśleć. A może źle zrobiłam, że sama przyznałam się do zdrady?

Joanna (49 l.)


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje