Reklama

Reklama

Wyciąga pieniądze od kogo się da...

- Muszę z tobą porozmawiać - zapowiedziała przez telefon moja mama i od razu przystąpiła do rzeczy. - Chodzi o Hanię. Nie rozumiem dlaczego dajecie jej tak małe kieszonkowe. Wybacz, ale 2 zł dziennie dla 13-letniej dziewczynki...

- Co ty mamo mówisz? Przecież... - przerwałam, ale mama jakby nie słyszała.

Reklama

- Właśnie przed chwilą od nas wyszła. Prosiła o 20 zł na książkę, jakąś lekturę. Narzekała, że dajecie jej tylko tyle, że starcza jej na bułkę i coś do picia. Prosiła, żeby wam o tym nie mówić, bo zrobicie jej awanturę...

- Mamo, ona dostaje od nas 160 zł miesięcznie! Poza tym jeszcze coś ekstra na bieżące potrzeby. Po prostu smarkula cię oszukała... - krzyknęłam ze zdenerwowania.

Od jakiegoś roku mieliśmy z Hanią "pieniężne" kłopoty. Jak tylko dostawała pieniądze, natychmiast je wydawała.

- U Haneczki pieniądze dostają nóg - żartowała nasza starsza córka 16-letnia Monika. - Mało tego, jeszcze chce pożyczać, ale o oddawaniu nie ma mowy. U mnie ma szlaban na pożyczki.

Kilka dni temu nasza najmłodsza córka Tosia przybiegła z płaczem, że Hania rozbiła (oczywiście przez przypadek) jej skarbonkę i przy okazji "pożyczyła" sobie trochę pieniędzy. Do tego jeszcze ten telefon od babci... Oj, nazbierało się naszej nastolatce.

- Za okłamywanie babci będzie kara: nie pójdziesz na urodziny do Tomka - zapowiedział mąż. - Musimy nauczyć cię oszczędzania i szacunku do pieniądza!

Łatwo mu mówić, ale jak to zrobić?

Marianna K. z Koszalina

Co robić w takiej sytuacji? Masz takie doświadczenia i chcesz się nimi podzielić z czytelnikami "Chwili dla Ciebie"? Skomentuj. Cały artykuł z waszymi komentarzami ukaże się w numerze 43 (w sprzedaży od czwartku 27 października br.) i na stronie: www.kobieta.interia.pl/sprawy-rodzinne

Zdjęcie: Corbis, osoby na zdjęciu są modelami i nie mają nic wspólnego z opisywaną historią.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje